| |
[22-11-2003 ] Za kratami.
Już czwarty z kolei prokurator przejmuje sprawę zakopiańskiej skarbówki. Mija rok od chwili ujawnienia wyników śledztwa prowadzonego przez dziennikarzy Tygodnika Podhalańskiego w Urzędzie Skarbowym w Zakopanem. W areszcie na zakończenie śledztwa oczekuje czworo pracowników skarbówki. Wysokie mury, zasieki. Z okien więzienia widać tylko gałęzie drzew. Do Zakładu Karnego w Ruszczy, w którym od prawie dziesięciu miesięcy przebywa Bożena S., jedzie się z Krakowa w kierunku na Nową Hutę. Rzecznik prasowy, Renata Niziołek, oprowadza nas po zakładzie. O rozmowie z Bożeną S. nie ma mowy. W momencie aresztowania była wicenaczelnikiem Urzędu Skarbowego w Zakopanem. Faktycznie ze względu na długotrwałą chorobę swojego przełożonego to ona kierowała urzędem. - W tym bloku mamy same kobiety - wyjaśnia pani rzecznik, gdy wchodzimy do budynku. Więzienie jest pełne. - Podobnie jak w całej Polsce - wyjaśnia Renata Niziołek. Nie ma wolnych cel. Siedzą tutaj na piętnastu metrach kwadratowych po cztery osoby. W trakcie wizyty poznajemy rozkład zajęć osadzonych kobiet. Pobudka o 6. rano. Później apel, czyli liczenie osób przebywających w zakładzie karnym. - Kobiety są liczone w każdej celi. Później śniadanie. Jedzenie, zdaniem rzeczniczki, jest przyzwoite. - Zawsze chleb, masło, jakiś serek. Czasem zupa mleczna - mówi. Później jakieś prace porządkowe. Osadzone mogą robić w celach, co chcą, chyba że biorą udział w zaplanowanych zajęciach, gdzie są specjalnie doprowadzane. Codziennie godzinny spacer odbywa się w grupach po lub przed obiadem. - Obiad jest około 13. Zawsze dwudaniowy - zastrzega pani rzecznik. Około 17.-18. kolacja. Znowu chleb, masło, jakieś serki, wędlina. - Na szczęście nikt tutaj na wikt nie narzeka - dodaje. Po południu jest czas na umówione wcześniej rozmowy z wychowawcą albo wizyta lekarska. Cisza nocna o 22. Pod ścianą maleńkiej celi cztery piętrowe łóżka, piąte naprzeciw. W każdej celi mały telewizor i zamykany kącik na toaletę. Wśród kobiet osadzonych tutaj rzadko dochodzi do bójek. - Raczej zdarza się agresja słowna. Kobiety nie "grypsują", a "puszkują" - wyjaśnia Krystyna Niziołek. - Najgorsze jest pierwsze osiem miesięcy, ale niektóre do końca nie mogą zaakceptować, że tu są. Rok temu - "Trzeba mieć ch... w głowie okoconego" - to ulubione powiedzenie pani naczelnik S. w stosunku do podwładnych. Jest ostrą szefową - mówił nasz informator ze skarbówki, kiedy zbieraliśmy materiał do artykułu "Nietykalni". - Nie toleruje spóźnialskich. Ci, którzy pojawiają się po 7.30, lądują na dywaniku. Jej język i zachowanie to sprawy drugorzędne, poważniejszy problem to sposób działania. Jeśli termin zostanie dotrzymany, to akt oskarżenia przeciwko podejrzanym o korupcję pracownikom zakopiańskiej skarbówki trafi do sądu po trzynastomiesięcznym śledztwie. Tyle czasu potrzeba było, zdaniem prowadzących sprawę, na przygotowanie dowodów winy urzędników skarbowych z Zakopanego. Być może faktyczny powód jest jednak inny. Okazuje się, że śledztwo prowadzi już czwarty z kolei prokurator. Zaczynał Krzysztof Knapik z Zakopanego. Od niego sprawę przejął Jacek Gacek z wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu. Później, do dzisiaj nie wiadomo z jakiego powodu, sprawę wzięła krakowska prokuratura. Najpierw prokurator Marek Buchała, a od kilku tygodni prowadzi ją prokurator Wiesław Wolnik. Żaden z nich nie chciał z nami na ten temat rozmawiać. Po roku Przypomnijmy, w areszcie przebywają trzy osoby - Bożena S., wicenaczelnik skarbówki i kontrolerzy - Stanisław S. i Mirosław C. (ostatnio zatrudniony w warszawskiej Izbie Skarbowej) oraz Zofia P. Nazwiska tych osób pojawiły się w listopadzie ubiegłego roku w tekście dotyczącym korupcji w tutejszej skarbówce. Przedstawiliśmy wówczas wyniki śledztwa, z których wynikało, że pracownicy kontroli zmuszali do wręczania im łapówek, zwłaszcza właścicieli małych zakładów produkcyjnych. Pierwszymi osobami, wobec których zastosowano areszt, była dotychczasowa wicenaczelnik US Bożena S. i kontroler Stanisław S. To ich najczęściej wymieniali informatorzy Tygodnika Podhalańskiego. Później za kratki trafił Mirosław C., a na końcu Zofia P. Równolegle do prokuratorskiego śledztwa, wspieranego działaniami Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w skarbówce trwała wnikliwa kontrola. Potwierdziły się doniesienia TP. Komisja Resortowa Ministerstwa Finansów wykryła potężne zaniedbania. Stwierdzono braki dokumentów, zniknęły pieczątki. Polityka kadrowa wołała o pomstę do nieba. Kontrolerzy stwierdzili totalny brak nadzoru ze strony Izby Skarbowej w Krakowie. Efekt ich pracy to dziesiątki zaleceń i decyzja o zwolnieniu ze stanowiska szefowej Izby Teresy Dajszczyk. To już historia! Dziś Urząd Skarbowy w Zakopanem różni się od starego. Jego szefem jest młody, prężny urzędnik Jacek Obidowski, zwycięzca konkursu na naczelnika skarbówki. Zastępcą została ostatnio Grażyna Łojas. Wcześniej kierowała działem podatku dochodowego. Wyczuwa się różnicę w odnoszeniu się urzędników do petentów. Jak się jednak okazuje, po roku nie wszystkie pokontrolne zalecenia zostały spełnione. Na stanowisku szefa VAT wciąż funkcjonuje "krawcowa". Nowy szef argumentuje tę sytuację fachowością i intensywną nauką na studiach szefowej podatków pośrednich. Trudno jednak nie zauważyć zmian na lepsze i to nie tylko w organizacji pracy, ale i w sposobie myślenia w tej instytucji. Sami podatnicy nie ukrywają, że kontrole odbywają się w zupełnie innej atmosferze. Skończyły się próby zastraszania. To one w przeszłości służyły wyłudzaniu łapówek.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|