Murzasichle przewodnikMurzasichle OnLine
Murzasichle turystyka
Murzasichle pogoda
Murzasichle informator


   6 stycznia: noc -11°C | dzień -7°C | ciśnienie: 925 hPa
      warunki biometeorologiczne obojętne
      wiatr: 11 km/h północno-wschodni
   7 stycznia: noc -13°C | dzień -4°C | ciśnienie: 912 hPa
      warunki biometeorologiczne obojętne
      wiatr: 12 km/h zachodni
Apteka dyżurna: Zakopane ul. Kasprusie 40a, tel. 201 40 69
Salon komputerowy i serwis: ul. Nowotarska 46, tel. 2001 913


Aktualności z Murzasichla i okolic

  [01-01-2004 ] W sercu Tatr.

Niegdyś schronisko przy Morskim Oku wypełnione było taternikami. Panowała tu niepowtarzalna atmosfera, która obecnie przywoływana jest w czasie spotkań oldbojów taternictwa oraz zjazdów tzw. "łojantów". - Kiedyś ci ludzie mieli tu swoje miejsce przy stole. Gdy się pojawiają, wraca atmosfera z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych - wspomina Maria Łapińska, która trzydzieści lat spędziła w schronisku PTTK przy Morskim Oku. - Do Morskiego Oka przyszłam karnie - popracować miesiąc, bo nie zdałam matematyki na maturze. Ale ten miesiąc wydłużył się do trzydziestu lat - rozpoczęła swoją opowieść Maria Łapińska. To nie było jej pierwsze zetknięcie z Tatrami. Od najmłodszych lat wszystkie wakacje spędzała z rodzicami albo dziadkami i rodzeństwem w Zakopanem. Ale na stałe - za namową swojej ciotki, która - tak jak ona przybyła tutaj z Bochni - przyjechała pod Giewont w 1969 roku, gdy rozpoczęła naukę w technikum hotelarskim. Za nie zdaną maturę Kiedy pani Maria zawitała do Morskiego Oka, schronisko PTTK prowadzili jeszcze jej przyszli teściowie - Wanda i Czesław Łapińscy. - Wojtka znałam już w latach sześćdziesiątych, kiedy to przyjeżdżałam do schroniska w odwiedziny do cioci. Ale nie zakolegowaliśmy się, bo w dzieciństwie różnica wieku wynosząca pięć lat jest bardzo duża i Wojtek nie zwracał na mnie uwagi. Ale później odnaleźliśmy się - wspomina moja rozmówczyni. - Wojtek, jako kierowca samochodu dostawczego, przywiózł mnie do pracy i od tego czasu już nie odstępował mnie na krok. Cały wolny czas spędzaliśmy razem. Pamiętam nasze randki na dziurawej łodzi, która woziła turystów po Morskim Oku. Wojtek wiosłował, a ja wylewałam garnuszkiem wodę z łódki. To był czerwiec 1973 roku, a pobraliśmy się półtora roku później. Odtąd wszystkie najważniejsze momenty w jej życiu są związane z Morskim Okiem. Tu urodziły się jej dzieci. Na porodówkę w zakopiańskim szpitalu leciała toprowskim śmigłowcem, a później musiała czekać na odpowiednią pogodę, aby wrócić helikopterem z niemowlakiem do schroniska. Tutaj tylko we trójkę - z mężem i sześcioletnią córką - przeżywała stan wojenny. - Musieliśmy zwolnić wszystkich pracowników - opowiada. - Byliśmy odcięci od świata. Droga zupełnie zasypana, ale to nam wyszło na dobre, bo ktoś wymyślił, że wszystkie samochody terenowe mają być przekazane dla wojska. Tym sposobem uratowaliśmy naszego uaza. Na szczęście piwnica była pełna ziemniaków. Mieliśmy też inne zapasy żywności. Mąż raz na tydzień schodził po chleb Nie wiedzieliśmy, co się dzieje u rodziny w Krakowie i Bochni, a wtedy teść poważnie chorował. Nie było żadnej łączności. Pojechałam z córką do Poronina, załatwiłam sobie przepustkę, aby odwiedzić rodziców - dodaje. W Morskim Oku odwiedzali młodych Łapińskich tylko wopiści, później zaczęli zaglądać też ratownicy, którzy dostarczali jedzenie. A kiedy wprowadzono przepustki, pojawili się pierwsi turyści. Łapińscy natychmiast uruchomili schronisko. To było dla nich wyzwanie, bo prowadzili go tylko we dwójkę. - Zapytałam męża: "Chcesz być przy kuchni, czy zmywać naczynia". Wolał iść do zmywania. Musieliśmy wszystko robić sami. Przypominam sobie, że najgorszą rzeczą dla mnie było sprzątanie publicznych toalet. Później powoli ściągałam już personel - snuje opowieść pani Maria. Morskie Oko to najczęściej odwiedzane przez turystów miejsce w Tatrach. Czasem w sezonie w ciągu jednego dnia przybywa tu nawet od pięciu do siedmiu tysięcy ludzi. Średnio w roku wędruje pod Mięguszowieckie Szczyty trzy-cztery tysiące osób dziennie. A mało kto nie zajrzy do schroniska. - Od kiedy do Włosienicy nie dojeżdżają samochody i autobusy, ruch turystyczny jest rozłożony w ciągu dnia i można nadążyć z przygotowywaniem posiłków. A dawniej, jak w jednej chwili wysiedli ludzie na przykład z czterdziestu autokarów, robił się istny "korek" w schronisku - wspomina kierowniczka. Zacni goście Książka pamiątkowa schroniska jest pełna wpisów. Można się w niej doszukać znanych nazwisk ze świata kultury, sztuki, polityki. Najważniejszym gościem był papież Jan Paweł II, który pozostawił swój ślad w postaci autografu i krótkiego wpisu "Szczęść Boże". To jeden z najważniejszych dni w życiu pani Marii, która za każdym razem, gdy Papież przybywał z pielgrzymką do Polski, oczekiwała go w Morskim Oku. Doczekała się w czerwcu 1997 roku. - Taka dziwna atmosfera panowała tu na tydzień przed odwiedzinami Ojca Świętego - opowiada. - Przyjeżdżały samochody pełne antyterrorystów, którzy penetrowali teren. Nawet nurkowali w jeziorze. Ale ja do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy Papież tu będzie, bo mówiło się o różnych miejscach. W sumie wizyta Ojca Świętego trwała prawie godzinę, z czego kwadrans był wewnątrz schroniska, gdzie była tylko moja rodzina. Pytał o moich teściów, których znał. Dowiedział się wtedy, że już oboje nie żyją - dodaje. Kiedyś schronisko przy Morskim Oku wypełnione było taternikami penetrującymi okolicę. Panowała tu niepowtarzalna atmosfera, która obecnie przywoływana jest, gdy odbywają się spotkania oldbojów taternictwa i alpinizmu oraz zjazdy tzw. "łojantów". - Niegdyś ci ludzie mieli tu swoje miejsce przy stole i gdy przyjeżdżają, to tam siadają - twierdzi moja rozmówczyni. - Gdy się pojawiają, wraca atmosfera lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych. Andrzej Wilczkowski w swojej książce "Miejsce przy stole" wpisał mi taką dedykację: "Marysi Łapińskiej z najgłębszymi wyrazami wdzięczności za to, że MATECZNIK pozostał matecznikiem. Autor". Cieszę się, że wiele osób docenia moją pracę, chociaż to niełatwo prowadzić schronisko po moich teściach, którzy w pewnym sensie stali się legendą tego miejsca. Krótko po śmierci mojego męża, który zmarł w 1985 roku, rozmawiałam o tych moich obawach z kardynałem Franciszkiem Macharskim, a on mi na to: "A ja co mam powiedzieć?" - wspomina. Od kilku lat na powrót w schronisku organizowany jest Dzień Ratownika, podczas którego przysięgę składają nowo przyjęci toprowcy. Trudne chwile Na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat zmieniły się warunki prowadzenia schroniska. - Teraz jest komfort pod każdym względem. Przede wszystkim nie ma najmniejszych problemów z zaopatrzeniem - mówi moja rozmówczyni. Przed 1990 rokiem wszystko trzeba było "zdobywać", mieć układy w zakładach mięsnych i w firmach cukierniczych. Pani Maria jeździła po andruty "Prince Polo" do Skawiny, a po mięso aż do ubojni w Nowym Sączu, bo przydział wystarczał tylko na tydzień. Jednym z najtrudniejszych okresów w ciągu tych trzydziestu lat spędzonych przez Marię Łapińskiej w "sercu Tatr" był remont kapitalny schroniska, który trwał kilka lat, do 1992 roku. Część noclegowa, ze względu na zły stan techniczny budynku, została zamknięta już w 1984 roku. Taka była decyzja straży pożarnej. Schronisko podparte w kilku miejscach stemplami czekało na remont, bo uzgodnienia trwały blisko pięć lat. Najtrudniejszą sprawą była lokalizacja oczyszczalni ścieków. Prace budowlane rozpoczęto dopiero w 1988 roku. - Schronisko było całkowicie zamknięte - przypomina sobie kierowniczka. - W jego pobliżu otworzyliśmy kiosk z napojami, kanapkami, pamiątkami. Wodę nosiliśmy w wiadrach z jeziora. Trudności finansowe, materiałowe, jak również częste zmiany ekip budowlanych wydłużyły remont do czterech lat - podkreśla. Schronisko po modernizacji zostało oficjalnie otwarte 7 listopada 1992 roku. - Marzyłam o tym dniu. Czekałam na dawnych bywalców i atmosferę, która tu przedtem panowała - wyznaje Maria Łapińska. Podczas remontu zlikwidowano szopę gospodarczą popularnie nazywaną przez turystów "kurnikiem", w którym nocowali stali bywalcy. - Przypominam sobie pierwszy zjazd oldbojów w 1993 roku. Właśnie wtedy "kurnik" był rozbierany. Pamiętam ogromny żal i smutek tych, którzy z sentymentem wspominali chwile w nim spędzone - mówi z żalem gospodyni schroniska i pokazuje deskę stojącą w kącie biura z autografami uczestników zjazdu. Ta deska to autentyczny ślad po "kurniku".


Murzasichle aktualności | aktualności, archiwum

tygodnik

Murzasichle miasteczko
Murzasichle OnLine Odbierz pocztę Zakopiańskie Forum Dyskusyjne Zakopane OnLine

Murzasichle | historia | kultura i sztuka | galeria | komunikacja | wyciągi narciarskie | handel i usługi | gastronomia | mapka | aktualności | kontakt
Murzasichle noclegi: Pensjonaty | Ośrodki wypoczynkowe / Domy wczasowe | Pokoje Gościnne | Apartamenty | Willa | Wynajem domków
© Murzasichle 2008   

Valid HTML 4.01! Informacje RSS z Murzasichla