| |
[22-09-03 ] CMENTARZ DO ROZBIÓRKI
Cmentarz w Ponicach ma zostać rozebrany - to decyzja powiatowego inspektora nadzoru budowlanego z ubiegłego tygodnia. 15 września PINB nakazał rabczańskiemu burmistrzowi dokonanie rozbiórki "części infrastruktury technicznej" ponickiej nekropolii: ogrodzenia, kanalizacji burzowej, placów i dróg dojazdowych. Decyzja nie dotyczy rozbiórki grobowców (gdyż te w myśl prawa nie są budowlami). O przeprowadzeniu ewentualnej ekshumacji zwłok z ponad setki grobów mają zdecydować władze miasta. W uzasadnieniu decyzji można przeczytać, że cmentarz jest samowolą. Pozwolenie na jego budowę uchylił dziesięć lat temu Najwyższy Sąd Administracyjny. Przyczyniły się do tego protesty sąsiadów inwestycji - Janiny i Tadeusza Iskrzyckich, którzy w pobliżu cmentarza prowadzą pensjonat. Małżonkowie przekonywali, że uciążliwe sąsiedztwo uniemożliwi im prowadzenie działalności. Rabczański magistrat i społeczny komitet budowy - inwestorzy, którzy na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia rozpoczęli budowę cmentarza, mieli możliwość zalegalizowania obiektu. Należało tylko wykonać dodatkowe prace zalecone przez nadzór budowlany: zinwentaryzować wszystkie obiekty mieszkalne w promieniu 150 metrów od inwestycji, sporządzić ekspertyzę jakości wód gruntowych a także - wykonać odwodnienie cmentarza. Nadzór uznał, że zalecenia nie zostały wypełnione. "Ocena warunków hydrogeologicznych" wykluczała na przykład wykorzystywanie ujęć wody zlokalizowanych w 150-metrowej strefie ochrony sanitarnej. Tymczasem studnie w tym rejonie eksploatują Iskrzyccy i kilku innych gospodarzy. Wioska wybudowała wodociąg, który miał zasilać gospodarstwa położone w sąsiedztwie cmentarza, jednak właściciele pensjonatu nie chcą się do niego przyłączyć. Argumentują, że wydajność tego ujęcia nie pokryje ich potrzeb. Powołując się na wyniki badań prowadzonych przez sanepid, zapewniają o wysokiej jakości wody z studni głębinowej. Rabczański burmistrz sugeruje z kolei, że również to ujęcie jest samowolą, gdyż powstało bez wymaganego pozwolenia wodno-prawnego. Powiatowy inspektor Józef Gąsienica nie kryje, że jeszcze do niedawna kwestia legalizacji cmentarza wydawała się tylko formalnością. Wszystko zmieniło się, gdy Iskrzyccy poskarżyli się do prokuratury na bezczynność PINB. - Wielokrotnie prosiliśmy urząd miasta o wypełnienie zaleceń. Długo czekaliśmy, gdy jednak wpłynęła skarga, musiałem zdecydować - albo dopuścić cmentarz do użytku, albo nakazać rozbiórkę. Ta pierwsza ewentualność nie wchodziła w grę. Nie mógłbym wziąć na siebie odpowiedzialności za ewentualne zagrożenie epidemiologiczne, gdyby skażona woda dostała się do studni państwa Iskrzyckich. Z ekspertyzy wykonanej na zlecenie burmistrza wynikało, że takie zagrożenie istnieje. Antoni Rapacz, burmistrz Rabki, i tak kwestionuje decyzję rozbiórkową. - Oczywiście, będziemy się odwoływać. Spełniliśmy wszelkie warunki. Są wszelkie podstawy, by cmentarz uzyskał pozwolenie na użytkowanie - przekonuje. - Inspektor chyba nie czytał nowego prawa budowlanego. Teraz się samowoli nie rozbiera - utrzymuje. Sugeruje ponadto możliwość wystąpienia z pozwem przeciwko Iskrzyckim. Komitet społeczny budowy cmentarza miałby się od nich domagać zwrotu kosztów poniesionych na budowę nekropolii. Jeszcze we wrześniu ruszy też proces cywilny z powództwa Iskrzyckich. Przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu będą się oni domagać od gminy 2-milionowego odszkodowania lub likwidacji cmentarza (ekshumacji zwłok i przeniesienia ich w inne miejsce). Małżonkowie są usatysfakcjonowani ostatnią decyzją nadzoru. - Sprawa ciągnie się już 14 lat. Decyzja o rozbiórce powinna być wydana już dawno temu. Naprawdę czekamy tylko, żeby sprawa się zakończyła. Albo rozbiórką, albo - jeśli cmentarz może zostać zalegalizowany - niech go gmina w odpowiedni sposób zabezpieczy - tłumaczy Janina Iskrzycka. Jej mąż przekonuje z kolei, że zapewnienia gminy o tym, że cmentarz jest całkowicie bezpieczny, są nieprawdziwe. W grobach gromadzi się woda, a studzienki, wbrew wcześniejszym deklaracjom, nie są systematycznie opróżniane. Do tego - jak twierdzi Iskrzycki - burmistrz na wiejskich zebraniach buntuje ludzi przeciw nim, a komitet społeczny odgraża się sądami. - My mamy ponosić koszty budowy nielegalnego cmentarza? - pyta Iskrzycki. - Przez lata, wbrew prawu, dokonywało się tu pochówków. Do Ponic przenoszono nawet zwłoki z innych cmentarzy. Wówczas urząd nie reagował. Proceder zyskał nawet poparcie władz, bo co niektórym wydawało się, że jak stanie tu wiele nagrobków, to nikt ich nie ruszy.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|