| |
[25-01-2004 ] Lotny Felix.
"Trzy, dwa, jeden, zero...! - krzyczał w niebo konferansjer pod Wielką Krokwią. Tysiące kibiców zadarło głowy, ucichła muzyka. Jednak Felix Baumgartner, jeden z najodważniejszych ludzi świata nie wyskoczył z wiszącego 500 m nad ziemią śmigłowca GOPR. Ekstremalnemu skoczkowi z Austrii przeszkodziły chmury. Wieżowce, maszty antenowe, skały, przęsła mostów - z takich miejsc m.in. skacze 35-letni Felix. 5 lat temu zadziwił świat, gdy z niewielkim spadochronem runął z prawej dłoni posągu Chrystusa w Rio de Janeiro. To był najniższy skok w historii, od ziemi dzieliło go zaledwie 29 m. 31 lipca ubiegłego roku Austriak na specjalnie skonstruowanym skrzydle przeleciał nad Cieśniną Kaletańską. Na wysokości 10.000 m. Felix wyskoczył z samolotu dokładnie nad francuskim Calais, aby po 6 minutach i 22 sekundach wylądować w Dover na Wyspach Brytyjskich. Kto pamięta film "Rocket Man", którego bohater znajduje plecak wyposażony w odrzutowy silnik, ten z łatwością wyobrazi sobie, co czuł Felix, kiedy z prędkością dochodzącą do 360 km/h mknął nad kanałem La Manche. Przede wszystkim jednak dla Felixa liczy się bezpieczeństwo. Z tego właśnie powodu w ostatniej chwili odwołał nocny skok podczas zawodów Pucharu Świata nad stadionem Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Helikopter GOPR krążył nad trybunami. Publiczność słuchała, jak konferansjer rozmawia przez radio ze skoczkiem. Baumgartner czekał, aby rozwiały się niskie chmury, które utrudniały widoczność. Miał wylądować tuż obok stanowiska dla VIP'ów, ale ze skoku zrezygnował. Felix Baumgartner, jako pierwszy Europejczyk, zdobył mistrzostwo świata w tzw. B.A.S.E. jumping, które jest surowo zabronione w wielu państwach. Termin B.A.S.E. powstał z połączenia czterech słów - buildings (budynki), antennas (maszty antenowe, przekaźniki), span (przęsła mostów) i earth (ziemia, czyli skały, fiordy, urwiska). Prawdziwy jumper powinien zaliczyć wszystkie te miejsca.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|