| |
[26-01-2004 ] Wojna trwa.
Nie będzie kompromisu między Zrzeszeniem Transportu Prywatnego a miastem. PSS "Społem" jeszcze nie podjęła decyzji. Starosta tatrzański wysłał pismo do ministra z prośbą o wyjaśnienie terminu "transport okazjonalny". Busiarze czekać będą na wyrok sądu. Przypomnijmy. Władze Zakopanego, powołując się na nową ustawę o transporcie drogowym, postanowiły uporządkować komunikację miejską, opierając ją na przewozach regularnych, czyli posiadających rozkłady jazdy. Problem w tym, że jednocześnie miasto zaczęło egzekwować swoje prawa do zatoki przed barem FIS, od dziesięciu lat użytkowanej przez ZTP i odmówiło tym busiarzom, którzy prowadzą transport okazjonalny, zezwoleń na wjazd do Kuźnic. Przed wjazdem do zatoki stanęły zakazy wjazdu dla ZTP, pracownicy miasta kilkakrotnie usiłowali postawić wiatę przystankową dla regularnych przewozów. Za każdym razem interweniowała policja. Jeszcze w minioną środę 14 stycznia wydawało się, że osiągnięcie kompromisu jest możliwe. W czasie pięciogodzinnego spotkania delegacji ZTP z wiceburmistrzem Krzysztofem Owczarkiem ustalono, że budka zrzeszenia pozostanie w dotychczasowym miejscu, a ZTP będzie miało prawo informować klientów o swoich usługach. Burmistrz obiecał też, że jeżeli zajdzie taka potrzeba, miasto wyda pozwolenie na usytuowanie tablic informujących o transporcie okazjonalnym w rejonie dworca PKP. Najważniejsze dla busiarzy ustalenia nie były już tak kompromisowe. Miasto zgodziło się jedynie na wydawanie czasowych pozwoleń na wjazd do Kuźnic i zawieszenie sporu o zatokę do piątku 17 stycznia. Propozycje burmistrza nie zostały przyjęte. Na walnym zebraniu ZTP, które odbyło się w poniedziałek 19 stycznia, busiarze odrzucili wszystkie warianty zaproponowanej ugody twierdząc, że burmistrz postępuje samowolnie, łamie prawo i przestał być wiarygodny. Ich zdaniem przedstawiciele miasta źle interpretują nową ustawę. Nie mają też prawa wyrzucać ich z zatoki, którą ZTP dzierżawi od PSS "Społem". "Jeżeli gmina stoi na stanowisku, że jest właścicielem zatoki, to powinna podjąć działania przewidziane prawem i udowodnić swoje prawo własności przez wystąpienie do sądu" - napisali w oficjalnym liście do Krzysztofa Owczarka. Wytykają też urzędowi, że stawiając znaki zakazu wjazdu, nadużywa kompetencji, które leżą w gestii starosty. - Badamy sprawę od strony prawnej - powiedział Wojciech Gach, prezes PSS, o umowie, na którą powołują się przedstawiciele ZTP. - Mamy umowę na czas nieokreślony z trzymiesięcznym wypowiedzeniem i to jest nasz ból, nasz problem. Są sprawy ważniejsze dla miasta, np. kwestia braku wody, problemy ze ściekami. Do dzisiaj ZTP nie dostało od nas wypowiedzenia umowy. Decyzję podejmiemy po rozmowie z panem Karpińskim. Będę działał w interesie spółdzielni - dodał sugerując, że nie będzie ulęgał naciskom żadnej ze stron. Więcej zainteresowania konfliktem wykazał starosta Andrzej Gąsienica Makowski. Wysłał do ministra transportu pismo z prośbą o wykładnię spornego terminu "transport okazjonalny". Przyznał, że od 1999 roku miasto jest zarządcą miejskich dróg - m.in. ul. Kościuszki i drogi do Kuźnic, ale do niego należy organizacja ruchu na nich. - Miasto złożyło na początku stycznia projekt nowej organizacji ruchu, ale zgodnie z przysługującym mi prawem, odesłałem go z uwagami do zmiany, więc na razie nie powinien on obowiązywać. Starosta nie ukrywa, że zaproponowane przez niego zmiany to wspólne użytkowanie zatoki FIS. Wszystko wskazuje więc na to, że o losach transportu okazjonalnego w Zakopanem zadecyduje sąd. Anna Zadziorko Od kilkunastu tygodni trwa koszmar ponad trzystu kierowców i ich rodzin. Nietrudno było się domyśleć, że stoi za tym Krzysztof Owczarek, najbardziej kontrowersyjny wiceburmistrz w historii tego miasta. Bezwzględny i arogancki wobec petentów (pisaliśmy kilkakrotnie o tym na lamach "TP"). Podczas ostatnich wyborów przepadł z kretesem, nie zniechęciło to jednak burmistrza Bąka do powołania go na swojego zastępcę. Kiedyś był tarczą dla Curusia, dzisiaj za jego plecami kryje się Piotr Bąk. W nagrodę Owczarek może bezkarnie realizować kolejne kuriozalne pomysły. Kilka lat temu to z jego inicjatywy straż miejska ściągała parasole z Krupówek, by nie było na nich reklam. Doszło nawet do tego, że usuwano popielniczki z nadrukami ze stolików w ogródkach kawiarnianych. Nikt nie powstrzymał wówczas tego wariactwa. Przyzwolenie na tego typu działalność wiceburmistrza od początku świadczy także o słabości zakopiańskich radnych. Innym razem swoją kolejną wizją pozbawił pracy setki osób z placu targowego. Nikt nie policzy kosztów tej akcji ani łez wylanych przez ludzi chroniących swoje miejsca pracy. Efektem były wówczas setki straganów szpetnie rozsianych po mieście. Po czasie wszystko wróciło do normy i działa po staremu. Równie irracjonalne pomysły Owczarka można by mnożyć. Groźne, bo coraz częściej śmieje się z nich cala Polska. Nikogo to jednak nie wzrusza. Owczarek jest wciąż pod zdumiewającą ochroną, milczącego Bąka. Najgorsze, że zwykle ofiarami wiceburmistrza i jego przekonania o nieomylności są zwyczajni ludzie. Często ci, którzy nie potrafią się bronić. Arogancki list, jaki Owczarek skierował do broniących swojej pracy kierowców, może wytrącić z równowagi. Oto nieomylny przedstawiciel władzy wzywa do posłuszeństwa niepokorny lud. On wie lepiej, on ich ukarze, bo on to władza! Wykształcony w sowieckiej szkole (Owczarek studiował na wydziale elektrycznym w Odessie w ZSRR) podejmuje decyzje po komsomolsku. Bez sprzeciwu, bo w mordę!
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|