| |
[30-01-2004 ] Ameryka bez wiz.
Połowa mieszkańców Czarnego Dunajca mieszka w Ameryce. W Cichem na 900 budynków 100 jest pustych. Podobnie jest na całym Podhalu. Gdyby zniesiono wizy, wiele osób wyjechałoby, ale i... szybko wróciło - przekonuje większość podhalańskich sołtysów. Ich zdaniem na Podhale wróciliby przede wszystkim ci, którzy obawiają się dziś wyjazdu z Ameryki. Ameryka jest wciąż najpopularniejszym krajem emigracji dla górali, ale coraz częściej wybierane są też Włochy, Austria, Niemcy. Podhalańskich kobiet nie brakuje w Belgii. Najczęstszym zajęciem, jakie tam wykonują, jest sprzątanie lub opieka nad dziećmi czy osobami starszymi. W Ameryce na tzw. domkach pracują setki góralek. Zarobki nie są wielkie, ale pozwalają utrzymać się i odłożyć co tydzień kilkadziesiąt dolarów. Słaby dolar niewątpliwie powstrzymał falę emigracji z Podhala do Ameryki. Zmienił też przepływ ludności na tej trasie. Dawniej górale jechali do Ameryki na kilka lat. Wracali i za zarobione dolary budowali domy. - Pierwsza płyta, pierwszy zawał - to jeden z najpopularniejszych dowcipów z tamtych lat. Tragiczny, ale prawdziwy. Zmęczeni pracą w Ameryce, po powrocie szybko umierali przy budowie własnych domów. Dzisiaj jest inaczej. Zarobione w ciągu kilku lat pieniądze nie wystarczą na budowę domu w Polsce. Sprowadzają rodziny i zostają za Oceanem. Myślą o powrocie, ale już z amerykańskimi emeryturami w kieszeni. Na Podhalu powstają ich domy za dolary, które posyłają. To ma być ich miejsce na starość. Obok już opuszczonych, starych budynków powstają więc nowe. Wspaniałe, kilkupiętrowe. Amerykańskie domy - U mnie jest 35 pustych domów. Tylko w nielicznych mieszkają lokatorzy. Amerykany nie lubią wynajmować pozostawionych tu po sobie budynków - opowiada Władysław Kataniak, sołtys Odrowąża - jednej z najpiękniejszych wsi na Podhalu, z której roztacza się wyjątkowy widok na Tatry. Nikt na Podhalu nie liczył, ile domów stoi pustych. Wszystkie są pilnowane przez znajomych albo rodziny właścicieli, rzadziej wynajmowane. Z naszych szacunków wynika, że może ich być na Podhalu ponad tysiąc. Opustoszałe budynki niszczeją. Sołtys Czarnego Dunajca Władysław Klimowski sam otwiera okna w trzech amerykańskich domach. - Trzeba je porządnie wietrzyć, żeby się nie niszczyły. W Czerwiennym stoi około 10 pustych domów, a we Wróblówce - około 20. - Pięć, sześć z nich nie nadaje się już do użytku. To były drewniane, stare domy - mówi Czesław Otręba, sołtys Wróblówki. W siedmiu są lokatorzy, pozostałe czekają na wizytę właścicieli z Ameryki. - Niszczeją, gdy nikt w nich nie mieszka - martwi się Otręba. - To są wielkie, często kilkupiętrowe budynki - dodaje Andrzej Ligas, sołtys Starego Bystrego. - Na szczęście przyjeżdżają tu z Ameryki. Młodzi na wakacje, starsi wracają na dłużej albo już zostają z amerykańskimi emeryturami. W Podczerwonym jedna trzecia to puste budynki. Wszystkimi opiekują się rodziny lub ktoś specjalnie zatrudniony. Nie inaczej jest w Chochołowie, w Dziale. Ze 160 budynków w Podszklu ok. 10 jest opuszczonych. - U nas co czwarty dom jest amerykański - mówi Jan Sroka, sołtys Koniówki. W Cichem z każdej chałupy jest ktoś w Ameryce. Na 900 budynków sto jest pustych. Czarny Dunajec rekordowy - Mamy już trochę dziadków, którzy wrócili z Ameryki - chwali się Władysław Kataniak, sołtys Odrowąża. Wylicza, że już sześć osób wróciło do rodzinnej wsi po 20-25 latach pracy w Chicago. Odrowąż ma ok. 980 mieszkańców, ponad trzystu mieszka w Chicago. Zdecydowanym rekordzistą jest sołectwo Czarny Dunajec. Po obu stronach Oceanu mieszka tyle samo osób z tego regionu. - Połowa jest w Ameryce, a druga tu - śmieje się Władysław Klimowski, sołtys Czarnego Dunajca. W gminie zameldowanych jest 3.5 tys. osób. Tyle samo mieszka w Stanach Zjednoczonych. Trudno się więc dziwić, że koło Czarny Dunajec Związku Podhalan w Ameryce jest jednym z największych i najprężniej działających za Wielką Wodą. Czerwienne wybrało inny kierunek niż Ameryka. - Nasi ludzie liczą bardziej na życie tutaj. A ci, którzy chcą jechać za chlebem, wybierają raczej Europę. Większość jest we Włoszech, Austrii, w Niemczech - mówi Władysław Slodyczka, sołtys Czerwiennego. Wróblówka umiera Prawdziwe zmartwienie ma sołtys Wróblówki Czesław Otręba. Jego zdaniem młodzi już dawno wyjechali. - Obok mojego domu stoi jeden pusty dom. Tam dalej mieszka dwóch dziadków, dalej znowu stare dziadki. U nas nie ma w ogóle żadnych młodych małżeństw - żali się Otręba. Obawia się, że kiedyś Wróblówka cała wymrze. Andrzej Ligas, sołtys Starego Bystrego, także potwierdza, że u niego średnia wieku z roku na rok rośnie. Podobnie jest w Podczerwonym. Tutaj mieszka ok. 700 osób, a aż 350 jest już na stale w Ameryce. W Chochołowie, Dziale, Podszklu, Koniówce - identycznie. Jedynie Alojzy Mosaniak, sołtys w Czerwiennem, zauważył, że od jakiegoś czasu sporo młodzieży wybiera wyjazdy do Europy. Podobnie w Cichem. Zdaniem Józefa Fryźlewicza, tamtejszego sołtysa, jedna trzecia z 2700 mieszkańców tej wsi jest za Wielką Wodą. Nie wszyscy jednak marzą o Ameryce. Mieszkańcy Cichego podzielili się. Do Włoch jeżdżą ci z Cichego Dolnego (Miętustwa), a do Belgii z Cichego Górnego. Dzieci jak na lekarstwo Średnia wieku we Wróblówce przekroczyła już dawno pięćdziesiąt lat. W ubiegłym roku urodziło się tutaj tylko jedno dziecko. W parafii Stare Bystre jedenaście osób pochowano, a urodziło się zaledwie pięcioro dzieci. W Dziale klasy w szkole podstawowej są już 5- 6-osobowe. Znacznie więcej ludzi umiera tutaj, niż się rodzi. - U nas cieniutko z weselami - żali się Jan Sroka, sołtys Koniówki. Józef Fryźlewicz z Cichego cieszy się, bo ostatnio u nich z urodzinami coś drgnęło: - O dziwo, było nawet więcej urodzin niż zgonów. Ks. Władysław Kos jest proboszczem parafii obejmującej Koniówkę, Zagrody i Chochołów. Martwi się o liczbę swoich podopiecznych. - W zeszłym roku miałem 27 pogrzebów, a tylko 19 urodzeń. - Jego zdaniem powody - to nie tylko emigracja. - Mamy strasznie dużo starych kawalerów - mówi proboszcz. - Coraz mniej dziewczyn godzi się na życie przy gospodarstwie. Nie każda pójdzie do świń. Do wyjazdów za Ocean zalicza także wyjazdy ludzi, którzy nie chcą stracić stałego pobytu w Ameryce. - Znam takie rodziny - jadą i zaraz wracają. Najbardziej jednak niepokoją go rozbite rodziny i te - jak mówi - "nadwerężone rozstaniem". Nie wierzą, ale spekulują - Sądzę, że po zniesieniu wiz pojechałoby około 100 osób, ale szybko by wróciły - uważa sołtys z Odrowąża. Nadziei na zniesienie wizy nie widzi - podobnie jak większość Podhalan - Władysław Klimowski, wójt Czarnego Dunajca, ale mówi, że byłaby to szansa dla młodzieży. Sądzi, że z jego 3,5-tysięcznej wsi wyjechałaby jeszcze jedna trzecia. Sołtys Czerwiennego nie ma żadnych wątpliwości, że ci, co bardzo chcieli wyjechać, już tam są. Liczy, że z jego wioski pojechałoby może jeszcze ze dwadzieścia osób. Słodyczka uważa, że Amerykanie nie mają się więc czego bać. Sołtys Starego Bystrego Andrzej Ligas jest zdania, że z jego wsi młodzież wyjedzie, a zostaną emeryci. Przyznaje, że wielu młodych wyjechało nie do Ameryki, a do Włoch, Austrii czy Niemiec. Ligas sądzi jednak, że wiele zależy od pracy w Ameryce, bo z nią jest ostatnio krucho. U Bobaka albo Gila W ogromnych supermarketach "Bobaks Sausage" Franka Bobaka albo we "Frank & Joe" Ligasa i Ratułowskiego czy "Gilmarcie" u Gila, a nawet w fabryce "Quantum Foods" u Błęki o pracę trudno, mimo że zatrudniają tam w większości młodych górali. Świeżo przybyli do USA często całymi tygodniami siedzą w domu, wertując ogłoszenia o pracę. Dla tych, którzy dotarli tu na czarno, płacąc pośrednikom po 7-8 tys. dolarów - to nie lada problem. Pieniądze najczęściej trzeba zwrócić. A uzbieranie takiej kwoty w Ameryce to kwestia wielu miesięcy ciężkiej pracy. Zdaniem Franka Bobaka, coraz więcej osób przekonuje się, że w Ameryce dolary nie leżą na ziemi. Są rozczarowania, dramaty. Tym, którzy jadą do rodziny, jest łatwiej. Długo na cudzym garnuszku żyć się jednak nie da. Ameryka to harówka, która pozwala zarobić pieniądze, ale koszty bywają wielkie. Marysia B. z Dunajca jest w Chicago już trzy lata. - Robię na domkach. Codziennie o 5. rano wychodzę na róg, skąd zabiera mnie auto. Jedziemy gdzieś na północ. Ja sprzątam dziennie kilka domków. Mam w kieszeni numer telefonu, pod który dzwonię, jakby ktoś coś pytał po angielsku. Jest ciężko. Wracam w nocy. Odkładam trochę pieniędzy, ale zbyt wiele się nie da. Marysia jest jedną z bardzo wielu dziewczyn, którym udało się w wieku dwudziestu lat wyjechać do Ameryki. Góralka chciałaby pojechać do Polski na wakacje, ale nie może. Wie, że już nigdy nie wpuszczono by jej z powrotem do USA. Musi czekać, aż zdobędzie zieloną kartę. Będą wracać Andrzej Styrczula, sołtys Podczerwonego, nie ma wątpliwości, że zniesienie wiz spowodowałoby powrót wielu młodych ludzi do Polski. - Za 8 tys. dolarów wyjeżdżają nielegalnie i nie mają szans wrócić. Bez wizy mogliby spokojnie jechać i wracać - uważa Styrczula. Podobnie uważa Józef Jasień, sołtys Działu: - Oczywiście, zawsze ktoś zostanie, ale chętnie będą wracać. Sołtys Podszkla Alojzy Mosaniak prorokuje, że w przypadku zniesienia wiz z jego wsi nie wyjechałoby więcej niż 10-20 osób. Sołtys Koniówki Jan Sroka nie wyklucza, że sam by pojechał, gdyby zniesiono wizy. - Jeśli będzie dobra praca, dlaczego nie - dodaje. Władysław Kos, proboszcz z Koniówki, nie ma wątpliwości, że przywiązanie ludzi do ziemi sprawi, że nie wszyscy wyjadą. - A zresztą słyszałem ostatnio jak moi parafianie mówili, że nie opłaci się.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|