| |
[10-04-2004 ] Konflikt u wojewody.
Zarówno PKS, jak i busiarze czekają na odpowiedź biura prawnego wojewody, która ma określić, komu należą się dworcowe zatoki. Na razie pracownicy PKS wystąpili do starosty z wnioskiem o odebranie miastu zarządu na ulicą Kościuszki. W styczniu urząd miasta stwierdził, że zatoka przed dworcem PKS wraz z chodnikiem leży w pasie drogowym pozostającej w jego zarządzie ulicy Kościuszki i w związku z tym ma prawo wprowadzić tam przystanki dla nowej komunikacji regularnej. Zaburzyło to funkcjonowanie dworca, bo - jak twierdzi dyrektor PKS Jan Gołąbek - prywatni przewoźnicy nie przestrzegają rozkładów jazdy i celowo blokują odjazdy autobusów. Raz nawet doszło do interwencji policji. Ponieważ sytuacja prawna zatoczki nie była do końca jasna, urząd zwrócił się do wojewody o przyznanie mu prawa użytkowania tego terenu. Odpowiedzi jeszcze nie ma. - Argumenty miasta są bezzasadne - twierdzi dyrektor PKS - to my, a nie oni, sprzątamy to miejsce, a chodnik po pracach ziemnych położyła Geotermia. Poza tym teren ten przekazany został już w użytkowanie PKS-owi. Za swoim dyrektorem stanęli też pracownicy PKS i zwrócili się do starosty z wnioskiem o odebranie miastu zarządu nad ulicą Kościuszki. - Nie uważam tego za słuszne - mówi Andrzej Gąsienica Makowski - i mam nadzieję, że rozsądek zwycięży. Na razie nakazaliśmy miastu usunięcie postawionych tam bez zezwolenia znaków drogowych, kierujących ruchem. Powinny zniknąć w jeszcze przed świętami. Na razie w obu zatokach w rejonie dworca - tej przed barem FIS, użytkowanej przez busiarzy okazjonalnych i tej przed PKS współużytkowanej przez busiarzy regularnych - toczy się wojna podjazdowa.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|