| |
[30-04-2004 ] Nietykalni kontratakują
- Wygląda na to, że urząd skarbowy to najgorsze i najniebezpieczniejsze miejsce pracy w Zakopanem. Wszyscy wszystkich się boją, donoszą na siebie, a jedna pani podejrzewa drugą o usiłowanie zabójstwa - skomentował krótko zeznania świadków sędzia prowadzący Marek Marchalewicz. Trwa rozprawa przeciwko czterem pracownikom zakopiańskiego urzędu skarbowego, oskarżonym o korupcję. W poniedziałek sąd przesłuchał m.in. pracownice skarbówki Małgorzatę K. i Marię K. oraz właścicielkę zakładu kuśnierskiego Annę S., która pierwsza zdecydowała się zeznać, że wręczyła urzędnikom łapówkę. Poniedziałkowe zeznania nie wniosły niczego nowego do sprawy, potwierdziły jedynie materiał dowodowy, zebrany przez prokuraturę. Obrona nadal usiłuje przekonać sąd, że jest to spisek zawistnych podwładnych. Główna oskarżona, była wicenaczelnik urzędu skarbowego Bożena S., z kamienną twarzą słuchała, jak Małgorzata K. opowiadała o jej rządach w skarbówce. - Roztaczała wokół siebie aurę osoby wszechmocnej i stwarzała wrażenie zażyłości z osobami pracującymi w Izbie Skarbowej w Krakowie. Załatwię ci kontrolę z izby. Bunt zostanie ukarany - miała mówić po tym, jak Małgorzata K. odmówiła napisania rezygnacji ze stanowiska. - Moja przełożona miała też merytoryczne braki, dotyczące pojęć prawa podatkowego - zeznała Małgorzata K. Według niej wszyscy pracownicy wiedzieli również, że bierze łapówki, nawet naczelnik Szczypta. - Bał się jednak cokolwiek zrobić, bo - jak mi powiedział - załatwiła jego zastępcę. W urzędzie panowała taka atmosfera, że ten, kto sprzeciwiał się Bożenie S., był poniżany i ośmieszany. Jednego z pracowników (Zabdyra) nazywała wieprzem lub mówiła o nim: to bydle. O niewygodnych ludziach mówiła, że wbije ich w ziemię, zniszczy, sponiewiera. Małgorzata K., która pracuje w US i przed Sądem Pracy walczy o przywrócenie na stanowisko, do dziś obawia się Bożeny S. - Miałam już poprzecinane przewody hamulcowe w samochodzie i telefony z pogróżkami. Mecenas Lewińska-Mazur próbowała podważyć wiarygodność Małgorzaty K. jako świadka, zarzucając jej prowadzenie petentom urzędu ksiąg podatkowych i odstąpienie od postępowania podatkowego w firmie AZ. - Nie pisałam ksiąg, tylko tłumaczyłam zawiłości podatkowe. - wyjaśniała Małgorzata K. Obrona nie dawała jednak za wygraną, mimo upomnień sądu ciągnęła wątek powiązań z firmą AZ. - Czy to etyczne? - pytała obrona. W poniedziałek zeznawała też Anna S., która pierwsza zdecydowała się przyznać, że wręczyła Bożenie S. i Stanisławowi S. łapówkę w wysokości 600 dolarów. Jeszcze raz opisała, jak do tego doszło. - Nie byłam pierwsza i ostatnia, ale nie powiem, kto jeszcze dawał, bo ludzie nie chcą zeznawać - powiedziała sądowi. Na pytanie obrony, dlaczego tak długo czekała z ujawnieniem sprawy i kto ją do tego namówił, odpowiedziała: - Pani K. spytała, czy zdecyduję się zeznawać, ale nie namawiała mnie do tego. Uprzedzała nawet o konsekwencjach. Wiedziałam już wtedy, że była zrzucona (usunięta z kierowniczego stanowiska - przyp. red.). Do zeznań przekonał mnie pan redaktor Jurecki. Mówił, że pora, by ludzie poznali prawdę, że dalej tak nie może być, że nie można tego tolerować. Podobnie jak obrona Bożeny S., kolejny świadek - Maria K. ( z wykształcenia krawcowa, szefowa działu VAT, protegowana Bożeny S.) skupiła się raczej na osobie zeznającej wcześniej Małgorzaty K. - To osoba żądna władzy i niebezpieczna. Byłam przerażona. Nigdy nikomu wprost nie groziła, ale mówiła, że polecą głowy - zeznawała. Wspomniała przy tym o tajemniczej awarii swojej dwuletniej skody fabii. - Mąż jechał z dzieckiem do lekarza i samochód stanął. Mechanik powiedział, że albo ktoś coś zrobił, albo to wada fabryczna. - mówiła. - Wygląda na to, że urząd skarbowy to najgorsze i najniebezpieczniejsze miejsce pracy w Zakopanem. Wszyscy wszystkich się boją, donoszą na siebie, a jedna pani podejrzewa drugą o usiłowanie zabójstwa - skomentował krótko zeznania świadków sędzia Marek Marchalewicz. * W poniedziałek tuż przed pierwszymi zeznaniami obrona Bożeny S. zwróciła się do sędziego o powołanie na świadka obecnego na rozprawie dziennikarza Tygodnika Podhalańskiego Jurka Jureckiego, który przeprowadził dziennikarskie śledztwo w sprawie skarbówki, a od początku rozprawy - relacjonował jej przebieg dla TP i Gazety Wyborczej. Sugerowała, że ma informacje o powiązaniach dziennikarza ze świadkami, które potwierdzać mają jakieś materiały ABW. Mimo sprzeciwu prokuratora Wiesława Wolnika oraz podważeniu sensu takiego wniosku przez sędziego Marka Marchalewicza, który zastanawiał się, czy nie jest to próba pozbawienia dziennikarza możliwości relacjonowania procesu - obrona złożyła w tej sprawie wniosek formalny. Mimo jawności sprawy, do czasu rozpatrzenia wniosku Jurek Jurecki nie będzie miał prawa wejścia na salę rozpraw.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|