| |
[07-05-2004 ] Nietykalni przed sądem
Nie mniej niż tysiąc Taka była podstawowa stawka łapówki, wyłudzanej przez pracowników zakopiańskiego Urzędu Skarbowego. Wypracowanej przez nich metodzie zastraszania, a potem brania pieniędzy mało kto był w stanie się oprzeć. Proces Bożeny S., byłej naczelnik US i trzech jej współpracowników toczy się przed zakopiańskim sądem. W trwającym od dwóch tygodni procesie sąd przesłuchał już kilkunastu z osiemdziesięciu świadków. Z ich zeznań wynika, że oskarżeni wypracowali sobie prosty sposób brania łapówek. Kontrolowali w dwójkę sklepiki, bądź zakłady produkcyjne w małych wioskach. Wchodzili do środka i Bożena S. rozpoczynała przeszukiwanie pomieszczeń - liczyła towar, zaglądała do prywatnych lodówek, szafek i stwierdzała krótko - jest źle musi być kara. Często była niegrzeczna i arogancka. Wtedy towarzyszący jej pracownik odchodził na bok z ofiarą i zaczynał sugerować, że wcale tak być nie musi, że kara wysoka, zmuszając tym samym do zaofiarowania łapówki. Gdy podana przez delikwenta suma była zbyt mała, już wprost mówił, że mniej niż tysiąc być nie może, bo oni w nagrodę za odkrycie niezaksięgowanej faktury, bądź niewpisanego towaru dostają więcej. I najczęściej ludzie dawali, bo zaskoczeni, nie potrafili od razu udowodnić, że są w porządku. Do wyjątków należały sytuacje, gdy kontrolowany odmówił dania łapówki. Tak było u Andrzeja L. z Szaflar. - Przyszli, kazali zamknąć sklep i zaczęli sprawdzać rachunki - mówił. - Nie mogłem jednego znaleźć i usłyszałem, że albo zapłacę wysoką karę, albo załatwimy to inaczej. Gdy spytałem jak, usłyszałem, że nie mniej niż tysiąc, bo muszą się podzielić. Jak moja żona to usłyszała to ich wykrzyczała. I poszli sobie. Zapłaconą łapówkę w wysokości 4 tys. złotych odzyskała też Maria H. z Zakopanego, która trzy dni po tym, jak zapłaciła, poszła do urzędu skarbowego i odzyskała pieniądze. Wobec zeznających na niekorzyść Bożeny S. i pozostałych oskarżonych, ich adwokaci przyjęli nową linię obrony. Pytają świadków, czy zdają sobie sprawę z tego, że dawanie łapówek to przestępstwo i czy nie jest prowadzone w związku z tym przeciwko nim postępowanie karne. Najwyraźniej liczą, że rozejdzie się to po okolicy i powstrzyma pozostałych przed składaniem zeznań. Tymczasem wiadomo już, że wszyscy świadkowie, którzy przyznali się do wręczenia łapówki, potraktowani są w tej sprawie jako pokrzywdzeni. Nowe prawo od niedawna chroni zresztą tego typu postawy.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|