Murzasichle przewodnikMurzasichle OnLine
Murzasichle turystyka
Murzasichle pogoda
Murzasichle informator


   6 stycznia: noc -11°C | dzień -7°C | ciśnienie: 925 hPa
      warunki biometeorologiczne obojętne
      wiatr: 11 km/h północno-wschodni
   7 stycznia: noc -13°C | dzień -4°C | ciśnienie: 912 hPa
      warunki biometeorologiczne obojętne
      wiatr: 12 km/h zachodni
Apteka dyżurna: Zakopane ul. Kasprusie 40a, tel. 201 40 69
Salon komputerowy i serwis: ul. Nowotarska 46, tel. 2001 913


Aktualności z Murzasichla i okolic

  [07-05-2004 ] Agroturystyka Jana B.

Przed zakopiańskim sądem rozpoczął się we wtorek proces przeciwko Janowi B. z Czarnej Góry, podejrzanemu o przemyt grupy osób z Afganistanu. Oskarżony góral przekonywał sąd, że mieszkająca u niego przez około trzy tygodnie grupa cudzoziemców tylko wynajmowała pokoje. Lista zarzutów postawionych przez Prokuraturę Okręgową w Nowym Sączu jest długa - oprócz organizowania przemytu ludzi, Jan B. miał więzić cudzoziemców, używać przemocy wobec nich. Ma też zarzut posiadania amunicji. Grozi za to kara do 10 lat pozbawienia wolności. Wraz z nim na ławie oskarżonych zasiadło dwóch Ukraińców oraz trzech górali. Pavlo P. i Anatolij Z. - obywatele Ukrainy odpowiedzą za pobicia i rozboje wobec przetrzymywanych Afgańczyków. Mieli ich bić rękami i drewnianą pałką, kopać, grozić pozbawieniem życia. Chcieli w ten sposób wymusić na nich kontakt z rodziną i zmusić, by rodzina przesłała 7 tys. dolarów od każdej osoby. Według oskarżenia prokuratury - Ukraińcy byli też sprawcami rozbojów, w trakcie których zabrali Afgańczykom w sumie prawie 2 tys. dolarów. Trójka górali - Stanisław P., Władysław S. i Józef Sz. to znajomi Jana B., którzy użyczyli swoich kont bankowych, na które wpłynęły do Jana B. pieniądze z Moskwy, od rodziny przetrzymywanych Afgańczyków. Józef Sz. miał też pomagać w ukrywaniu cudzoziemców. Jak już pisaliśmy, przestępcy zostali zatrzymani we wrześniu zeszłego roku, po ucieczce z domu Jana B. w Czarnej Górze dwójki Afgańczyków. Azjaci - kobieta i mężczyzna, wyszli z najwyższego piętra domu przez okno, po prześcieradle. Dotarli na piechotę do Bukowiny Dolnej i tam zatrzymali patrol policji. Kilka godzin później specjalna grupa Karpackiego Oddziału Straży Granicznej zrobiła obławę na dom Jana B. Aresztowała gospodarza oraz dwójkę Ukraińców. Całą siódemkę Jan B. przywiózł z Warszawy około trzech tygodni wcześniej, według ich zeznań mieli być przerzuceni do Niemiec. Jan B. i jego ludzie zaczęli ich jednak więzić i żądać większej ilości pieniędzy. Zabrali im wszystkie dolary, jakie mieli przy sobie, zmuszali też, by telefonowali do rodziny, która miała przesłać na wyznaczone przez Jana B. konta pieniądze. Z aresztu do sądu Jan B. i jego towarzysze z Ukrainy zostali na wtorkową rozprawę przywiezieni z zakładu karnego w Nowym Sączu, gdzie są od września zeszłego roku. Jan B. (utrzymuje się z dowożenia turystów do Morskiego Oka. Jako fiakier zarabia miesięcznie ok. 1,2 tys. zł) kolejny raz nie przyznał się do winy. Postanowił jednak złożyć obszerne wyjaśnienia. Przekonywał, że grupie Afgańczyków wynajmował jedynie pokoje w swoim domu. - Pod koniec sierpnia zadzwonił do mnie znajomy, który wiedział, że mam wolne pokoje do wynajęcia, z pytaniem czy nie przyjmę grupy osób na tydzień - opowiadał. Nazwiska znajomego nie zgodził się jednak ujawnić. Ten poprosił go, by po swoich gości pojechał do Warszawy. Dopiero na miejscu dowiedział się, że to 7-osobowa rodzina z byłego Związku Radzieckiego - czwórka dorosłych i trójka dzieci, która chce wyjechać do rodziny na Zachodzie (o tym, że to Afgańczycy - miał się dowiedzieć dopiero od straży granicznej, po obławie na jego dom). Ponieważ nie zmieścili się wszyscy w samochodzie Jana B., na Podhale jechali dwoma pojazdami. - Ja codziennie wyjeżdżałem rano w góry, bo pracowałem jako fiakier. Żonie przekazałem, że ma gości, żeby dawała im jeść. Przez pierwsze dni oni wychodzili pojeść, a potem wracali i spali. Kiedy kończył się tydzień, zadzwoniłem do kolegi z pytaniem, kiedy po nich przyjedzie. Prosił, żeby mogli zostać jeszcze tydzień, bo jest jakiś kłopot z ich wyjazdem na Zachód - opowiadał przed sądem Jan B. Drogie kwatery Jana B. Każda z dorosłych osób miała Janowi B. zapłacić za każdy dzień pobytu 100 zł. - Zacząłem żądać od nich pieniędzy, oni mówili, że nie mają, że wszystkie pieniądze zabrali im, kiedy przejeżdżali przez Rosję. Prosili, żeby pozwolić im zatelefonować do rodziny, która przyśle pieniądze - relacjonował Jan B. Tłumaczem, który jako jedyny znał trochę język rosyjski, miał być 12-letni chłopiec. Jan B. opowiadał, jak to po wizycie listonosza przestali jadać w jadalni, kazali sobie wynosić jedzenie na górę. Telefonowali do Holandii, Finlandii, Rosji. Mieli wykonać ok. 10 takich rozmów. Zużyli kilka kart po 150 zł. W końcu, po kontaktach z rodziną, poprosili o dane osób, na które mają wpłynąć pieniądze z Moskwy. Jan B. podał nazwiska trzech swoich znajomych, jak podkreślał - bez ich wiedzy. Potem im powiedział, że to zadatek na poczet pobytu grupy Rosjan w czasie sylwestra. Według obliczeń Jana B. - Afgańczycy za kwatery, przywóz z Warszawy i telefony - byli mu winni 1800 dolarów. Po kolejnej telefonicznej interwencji u tajemniczego znajomego i groźbie, że wywiezie Azjatów pod Kraków i zostawi na dwupasmówce, ten obiecał, że przyśle po nich ludzi. W końcu w domu Jana B. pojawiło się dwóch Ukraińców - Pavlo P. i Anatolij Z. Gospodarz przywiózł ich z Wadowic. Przekonywał jednak sąd, że ani on, ani oni nie bili Afgańczyków, nie zabrali też im żadnych pieniędzy. - Nawet palca na nich nie podniosłem, obchodziłem się jak z jajkiem, jeszcze mieliśmy kłopot z jedzeniem, bo to byli muzułmanie - opowiadał przed sądem Jan B. - Mieszkali w normalnym domu, nikt ich nie więził. Mogli wyjść w biały dzień, jak z nimi była sama żona. Nie wiem, czemu oni tak gadają, może wopiści obiecali im azyl - przekonywał sąd. Potwierdził, że z Moskwy od ich rodziny przyszło 1800 dolarów, które odebrał Józef Sz. i przekazał Janowi B. Kolejna kwota - 1250 dolarów, którą odebrał Stanisław P. i także przekazał Janowi B., miała trafić do Afgańczyków. Znalazła się jednak w szafie Jana B., bo ten - jak tłumaczył - nie zdążył im dać, tak był zajęty. - Nie miałem żadnego zamiaru przerzucania ich. Po co ja bym ich tu wiózł. Nie wiem, jak dotarli do Warszawy, ani gdzie zamierzali się udać - powtarzał. Przyznał wprawdzie, że kilka razy żona zamknęła ich na klucz, ale dla bezpieczeństwa domowników. Nie potrafił wytłumaczyć powodów, dla których Afgańczycy obarczają go tak poważnymi zarzutami. Może wopiści ich do tego namówili, może ktoś telefonicznie - zastanawiał się głośno Jan B. Ukraińska opieka Pavlo P. i Anatolij Z. także nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Początkowo zgodnie zeznawali, że do Polski przyjechali, bo chcieli zdobyć wizę do Czech i tam wyjechać do pracy. Tanie kwatery u Jana B. miał polecić im znajomy Misza, z którym jechali z Ukrainy. Jan B. zabrał ich z Wadowic. Afgańczyków nie widzieli, nie wiedzieli, że są w domu Jana B, nie mogli więc ich bić i zabrać im jakichkolwiek pieniędzy. Początkowe zeznania obydwu Ukraińców były bardzo podobne. We wtorek Pavlo P. postanowił uzupełnić swoje wcześniejsze wyjaśnienia. Przyznał, że jednak widział Afgańczyków, choć początkowo myślał, że to turyści wynajmujący pokoje. Powiedział, że dwa razy zanosił im jedzenie. W końcu przyznał, że przyjechał do Czarnej Góry, żeby się zajmować Afgańczykami. Na czym ta opieka miała polegać, nie potrafił dokładnie powiedzieć. Zeznał, że mieli ich stamtąd zabrać - w jaki sposób, gdzie - sędzia nie usłyszał. Anatolij Z. podtrzymał wcześniejsze zeznania, nie chciał nic dodać.


Murzasichle aktualności | aktualności, archiwum

tygodnik

Murzasichle miasteczko
Murzasichle OnLine Odbierz pocztę Zakopiańskie Forum Dyskusyjne Zakopane OnLine

Murzasichle | historia | kultura i sztuka | galeria | komunikacja | wyciągi narciarskie | handel i usługi | gastronomia | mapka | aktualności | kontakt
Murzasichle noclegi: Pensjonaty | Ośrodki wypoczynkowe / Domy wczasowe | Pokoje Gościnne | Apartamenty | Willa | Wynajem domków
© Murzasichle 2008   

Valid HTML 4.01! Informacje RSS z Murzasichla