Murzasichle przewodnikMurzasichle OnLine
Murzasichle turystyka
Murzasichle pogoda
Murzasichle informator


   8 stycznia: noc -10°C | dzień -7°C | ciśnienie: 931 hPa
      warunki biometeorologiczne obojętne
      wiatr: 10 km/h północno-zachodni
   9 stycznia: noc -15°C | dzień -3°C | ciśnienie: 935 hPa
      warunki biometeorologiczne obojętne
      wiatr: 0 km/h zachodni
Apteka dyżurna: Zakopane ul. Kasprusie 40a, tel. 201 40 69
Salon komputerowy i serwis: ul. Nowotarska 46, tel. 2001 913


Aktualności z Murzasichla i okolic

  [28-07-2004 ] Przed 350 laty: Pierwsza wycieczka w Tatry z przewodnikiem

Tatry zwane wcześniej również Górami Śnieżnymi poznawane były stopniowo od połowy XVI wieku. Początkowo zapuszczano się w doliny, później zaczęto wchodzić na szczyty. W XVII wieku byli już tacy, którzy podejmowali się prowadzenia w Tatry za wynagrodzeniem. Jednym z nich był Gärtner, nauczyciel w szkole w Rakusach. To on wyprowadził Daniela Speera i czterech jego współtowarzyszy na Kieżmarski Szczyt, w czerwcu 1654 roku. Jest to pierwsza opisana wycieczka w Tatry prowadzona przez przewodnika. Wycieczkę tę opisał w miarę dokładnie Simplicissimus, w opracowaniu Ungarischer oder Dacianischer Simplicissimus ... wydanym w 1683 roku. Pod pseudonimem Simplicissimus, jak na to wskazuje wiele przesłanek, spisał swoje podróże i przygody Daniel Speer, student kieżmarskiego liceum, późniejszy kompozytor i organista w Göppingene. Daniel Speer urodził się we Wrocławiu w 1636 roku. W wieku siedmiu lat został osierocony i sam musiał sobie radzić w życiu od najmłodszych lat. Jako kilkunastoletni chłopak wraz z kilkoma innymi kolegami wybrał się na wędrówkę przez Śląsk Cieszyński i Orawę, po czym dotarł do Kieżmarku na Spiszu. Tam podjął naukę w znanym gimnazjum, stojącym wówczas na wysokim poziomie. Tam także poznał sławnego matematyka Davida Frölicha, który jako jeden z pierwszych poznawał i opisywał Tatry. Speera również zaciekawiły Tatry i kiedy tylko nadarzyła się ku temu okazja, postanowił z niej skorzystać. W tradycji liceum kieżmarskiego było organizowanie wycieczki w Tatry w trzeciej dekadzie czerwca, około dnia św. Jana. Wycieczka taka, na którą zwykle wyruszało tylko kilku studentów, miała zgodę rektora gimnazjum, który życzył im powodzenia. Wynajęcie przewodnika Wycieczka, na którą wyruszyło w czerwcu 1654 roku pięciu studentów, w tym 18 - letni Daniel Speer, wiodła z Kieżmarku w kierunku dwóch wybitnych szczytów tatrzańskich imponująco prezentujących się od strony Kotliny Popradzkiej - Kieżmarskiego Szczytu i Łomnicy. Ten drugi szczyt nie był jeszcze w tym czasie zdobyty. Na Kieżmarskim Szczycie czterdzieści lat wcześniej był już David Frölich, a potem również inni jego zdobywcy, m. in. Gärtner, który był nauczycielem w Rakusach, jedynej szkoły leżącej na trasie z Kieżmarku w kierunku Tatr. Rektor liceum polecił im Gärtnera na przewodnika, który w tamtych latach zajmował się zarobkowo prowadzeniem nielicznych turystów w Tatry Wysokie. Oto co pisze Simplicissimus o zaangażowaniu przewodnika. Tekst cytuję w polskim tłumaczeniu za Józefem Szaflarskim - Poznanie Tatr. W tej wsi mieszkał nauczuciel, który za zapłatą gotów był oprowadzać po górach przez kilka dni i pokazywać najosobliwsze rzeczy. Do niego to przyszłiśmy zawczasu, a on nas na wstępie zapytał, ile dni chcielibyśmy spedzić na tej wycieczce; na co odpowiedzieliśmy, że on to najlepiej będzie wiedział. Na to odrzekł, że w trzech dniach można wiele rzeczy zobaczyć, zresztą zmęczylibyśmy się i tak porządnie taką wycieczką. Zgodziliśmy się - idąc za jego zdaniem - na owe trzy dni. Następnie powiedział: musicie wziąć ze sobą tyle chleba a tyle wina lub piwa, a jeżeli chcecie mięsa to każę wam zgotować parę szynek lub łopatkę z kozicy. Oto tutaj mam także worek z żelazami do kolan, linami i żelazami do zarzucania. Wszystko to każdy z was po kolei musi nosić. Wezmę ze sobą także i rusznicę, a każdemu z was daję laskę z rożkami kozicy u góry, a u dołu z żelaznymi grabkami, abyście mieli czym wykopywać korzonki a rożkami pomagać sobie przy wspinaniu pod górę. Ale we wszystkim musicie mnie słuchać, a ziołami i korzonkami, które wskażę do zbierania, ze mną się dzielić. O ile chcecie przestrzegać tego, com wam tu wyłuszczył, to dajcie mi rękę i z pomocą boską jutro rano wyruszymy. Przez chwilę oglądał także nasze obuwie, między innymi dwom, którzy mieli dość wysokie obcasy. Radził pozostawić je w domu a postarać się o wypożyczenie za pieniądze innych. Wędrówka Doliną Kieżmarską W Rakusach spędzili noc, rozmyślając nad wielką przygodą, jaka ich czeka w ciągu tych najbliższych trzech dni. Gdy tylko zaczęło świtać wyruszyli razem z przewodnikiem. Szli wolno przez las ze dwie godziny, wygodną i kretą ścieżką, stale pod górę. Po drodze śpiewali pobożne pieśni. Kiedy stanęli na dużej łące, przewodnik pokazał im dalszą drogę i powiedział, że na następnej dużej polanie, do której jest jeszcze półtorej godziny marszu, jest duża owczarnia i uprzedził ich: - Tam będziemy jedli obiad, ale juhasowi, który nas tam będzie częstował, nie dawajcie nic, tylko sześć placków i piękne podziękowanie. Nie ważcie się pokazywać pieniędzy, aby nie narazić się na niebezpieczeństwo. Ostatecznie możecie poprosić juhasa o kawałek bundza tj. miękkiego sera, gdyby wam go sam dobrowolnie nie dał. Szli dalej doliną i po jakimś czasie spotkali juhasa. - Wyglądał jakby zbój jaki, ze strzelbą, ciupagą i dwoma psami. Do przewodnika, którego znał dobrze, odezwał się rubasznie: Skąd przychodzisz ty włóczykiju i korzeniarzu, dajno co masz, bo to przecie wszystko moje i moich psów. Potem odezwał się i do nas ostro, ale to miało oznaczać jego życzliwość i pytał nas: A wy hultaje skąd? wy korzeniarze i handlarze ziółek, każdy z was musi mi dać reńskiego talara, inaczej nie przepuszczę go do Dziadka (Łomnica). Jeżeli mi go dać nie możecie, to zbierajcie się z powrotem, albo moje dwa psy pokażą wam drogę. Po tym tak uprzejmym pokrzyczeniu na nas, zagwizdał znów kilkakrotnie, przeraźliwie na palcach, przywołał psa i mówił dalej: to na was hultaje, ponieważ nie chcecie się wrócić. Potem jednak szedł z nami powoli i wypytywał każdego z osobna o jego ojczyznę i rodziców. Kiedy jednak doszedł z nami do swego szałasu, podał naprzód każdemu z nas rękę i pozdrowił uprzejmie. Potem wszystkich uczestników wycieczki zaprosił na poczęstunek z pieczeni, sporządzonej z zarżniętego na poczekaniu jagnięcia, a zamiast chleba podał oscypek. Mozolnie pod górę Po dwóch godzinach wyruszyli w dalszą drogę, znacznie trudniejszą, w kierunku Rakuskiej Czuby. Podchodzili percią, kamienie często usuwały im się spod nóg. Szli dość wolno i przewodnik musiał ich ponaglać. Podziwiali kozice, które skakaly z jednej skały na drugą. Potem weszli do kotliny, gdzie był jeszcze dość głęboki śnieg a słońce miało się już ku zachodowi. Niektórzy z nich w czasie podchodzenia po piargach, obsunęli się kilkakrotnie i pokaleczyli. Przez to, że zbyt długo zabawili w szałasie a potem godzinę podziwiali kozice, noc zastała ich niżej, niż planował przewodnik, dlatego już w ciemnościach musiał poszukać miejsca na prowizoryczny nocleg. Było to jeszcze w strefie, gdzie rosły kępy kosodrzewiny. Nacięli gałęzi, uzbierali trochę mchu i rozpalili ognisko, przy którym zjedli po kawałku mięsa i wypili po kubku wina. Na koniec przewodnik wypalił z rusznicy a echo niosło się po okolicznych szczytach. Spali krótko, tuż przed świtem przewodnik zbudził ich, żeby jak najwcześniej wyruszyli w górę. Na szczycie Po pięciu godzinach podchodzenia i wspinania przewodnik powiedział: - Jesteśmy teraz na największej wysokości i mogę wam wszystko pokazać, lecz jeśli chcecie dalej się drapać mimo niebezpieczeństwa, to wyprowadzę was jeszcze o piętnaście sążni (około 30 m) bardzo eksponowaną drogą. Było to coś osobliwego, więc odważyliśmy się i wyszliśmy tam zupełnie szczęśliwie. Nie czuliśmy tam żadnego wiatru, niżej pod sobą widzieliśmy przepływające małe jasne chmurki a ponieważ wzięliśmy ze sobą dobrą lunetę przeto widzieliśmy z tej wysokości na 30 mil, a nawet i więcej. Stąd pokazał nam przewodnik jeszcze inne znaczniejsze szczyty tych gór oraz inne góry sąsiednie a także różne zamki i miasta. Przewodnik pokazał nam też wiele strasznych przepaści z dziwnymi nazwami, w których widzieliśmy wiele krzewów jagodowych oraz wielkie stawy położone na rozległej przestrzeni, otoczone zielenią. Najwyższą górę nazwał on Grossvater (Łomnica), na którą nikt się nie mógł dostać. Siedzieliśmy razem, modliliśmy się, śpiewali, wypili znów skórzany bukłak piwa i każdy z nas po kubku wina. Przewodnik pokazał nam pod zwisającą groźnie skałą kilka ułożonych w stos kamieni, między którymi znajdowały się blaszane pudełka a w nich na pergaminie napisane różne nazwiska. Powiedział do nas: Mam przy sobie pergamin i blaszane pudełko, cóż za to dacie a dam wam i pióro i atrament? Zaofiarowaliśmy mu jednego florena i zobowiązaliśmy się dotrzymać przyrzeczenia, po czym każdy z nas wypisał swe nazwisko, wiek i miejsce urodzenia, rok i dzień. Włożyliśmy to do pudełka i nałożyliśmy na nie znów kamieni, więcej niż poprzednio. Zejście ze szczytu Teraz pokażę wam trzy drogi zejścia na dół: pierwsza jest straszna, bo spuszczać się musimy linami na wysokość czterech chłopa, a komu by się zawracało w głowie, temu trzeba oczy zawiązać. Drugie dwie drogi także są uciążliwe, bo trzeba nimi kołować, a nadto są również niebezpieczne.Wybraliśmy pierwszą drogę. Gdy doszli nad najtrudniejsze miejsce, żaden z nich nawet nie chciał spojrzeć w dół a co dopiero zjeżdżać tam na linie. Siplicissimus jako najmłodszy a równocześnie najmniejszy ze wszystkich zdecydował się. Żaden z pozostałych nie chciał pójść w jego ślady. Przewodnik ich przynaglał tłumacząc, że zejście inną trasą też jest trudne. Wtedy Simplicissimus wspiął się do nich z powrotem, powiedział, że są tam miejsca gdzie można stanąć, po czym najpierw opuścili na linie najcięższego z nich, potem następnych, przedostatni został opuszczony przewodnik a na końcu Simplicissimus zaczepił linę i zszedł z jej pomocą w dół z uskoku. O godzinie czwartej popołudniu zeszli do doliny w której leżał śnieg, a przed zachodem słońca stanęli nad wielkim stawem przy którym rosło dużo litworu. Tam też rozniecili ogień i spedzili noc. Rano pokazał im przewodnik różne przejścia, podając nazwy i zalecił im zbieranie ziół i korzeni. Gdy już mieli pełne torby, zaczęli wracać doliną, trudnymi do przejścia drogami. - Przewodnik kierował się według książeczki, w której były namalowane i opisane różne znaki gór, wąwozów i skał. W niektórych miejscach sam porobił znaki. Około godziny dwunastej przybyliśmy, podając hasło, do juhasa, któremu przynieśliśmy jeszcze cztery placki. Chciał on nas znakomicie ugościć, ale wyprosiliśmy się i przyjęliśmy tylko żętycę, bundz i dobrą bryndzę. Potem maszerowaliśmy żwawo i tuż przed wieczorem stanęliśmy w domu. Powyższe fragmenty opisu Simplicissimusa wskazują jednoznacznie, że szczyt na który weszli z przewodnikiem to Kieżmarski Szczyt. Wejście odbyło się zapewne przez Rakuską Czubę do Dolinki Huncowskiej. Dalej nią w górę na Huncowską Przełęcz i na Mały Kieżmarski Szczyt a z niego na Kieżmarski Szczyt. Zejście przez Mały Kieżmarski Szczyt i w dół jego północno - wschodnią granią przez uskok do Dolinki Huncowskiej a z Przełęczy Rakuskiej do Zielonego Stawu Kieżmarskiego i przez Kieżmarski Koszar w dół Doliną Kieżmarską do wylotu a potem przez Rakusy do Kieżmarku. Daniel Speer opisał tę wycieczkę dopiero po trzydziestu latach, kiedy mieszkał i pracował Göpingene w Wirtembergii, gdzie zmarł w 1705 roku.


Murzasichle aktualności | aktualności, archiwum

tygodnik

Murzasichle miasteczko
Murzasichle OnLine Odbierz pocztę Zakopiańskie Forum Dyskusyjne Zakopane OnLine

Murzasichle | historia | kultura i sztuka | galeria | komunikacja | wyciągi narciarskie | handel i usługi | gastronomia | mapka | aktualności | kontakt
Murzasichle noclegi: Pensjonaty | Ośrodki wypoczynkowe / Domy wczasowe | Pokoje Gościnne | Apartamenty | Willa | Wynajem domków
© Murzasichle 2008   

Valid HTML 4.01! Informacje RSS z Murzasichla