| |
[28-07-2004 ] Pan na fekaliach
Marzyli o ciszy i spokoju. To miał zapewnić własny domek w malowniczym zakątku nad Białką. Zamiast tego, mają nieustanne kłótnie i walkę o swoje racje. - Zatkał nam kanalizację. Pytam go, co w tym momencie mam robić? To przyniósł mi pampersa - denerwuje się Krystyna Idzikowska. Dębno. 60 domków kempingowych nad Białką. W powietrzu unosi się zapach grilla, słychać gwar rozmów i dziecięcych zabaw. Jest słoneczna niedziela, a więc doskonała okazja, by wyjechać z miasta, siąść przy stoliku przed domkiem. Nietrudno znaleźć czterech chętnych do brydża, niektórzy wolą porozmawiać przy piwie. Z pozoru sielska atmosfera. Niestety, nie dla wszystkich. - Panie profesorze, proszę nie zaglądać do moich studzienek. Trochę kultury. Czy ja wchodzę panu do mieszkania i oglądam, co pan tam ma!? - woła Robert Janicki, prezes firmy ROTOR. Bogusław Filipowicz, zaciska zęby, spuszcza głowę i odchodzi, by nie prowokować awantury. Zajrzeć do studzienki i tak nie mógł, bo Janicki kazał ją zaspawać. Wewnątrz kolektora wyloty rur biegnące z domków, są zatkane - pianką montażową, gumowymi piłeczkami, czym się dało. Nie można skorzystać z wody ani ubikacji, bo ścieki zaleją łazienkę. Tak jak sąsiadom. Jeszcze nic nie wiedzieli, akurat mieli kąpać dziesięciomiesięczne dziecko, gdy z brodzika buchnęły fekalia... Historia choroby Niegdyś był to ośrodek NZPS Podhale. Po jego bankructwie syndyk sprzedał domki związkowcom z OPZZ, a później spółce Irek i Zenek. Z czasem spółka się rozpadła i ośrodek został w rękach Zenona Kubicy. Właściciel zaczął sprzedawać pojedyncze domki, zostawiając sobie administrowanie ośrodkiem. I tu pojawiło się zarzewie konfliktu, o czym pisaliśmy przed rokiem na łamach Tygodnika Podhalańskiego. Katalog usług był długi, a cena niemała. Za odbiór ścieków, opłaty za prąd, porządki, odśnieżanie Kubica zażądał 1680 zł rocznie. W efekcie Kubica wyłączył prąd. Konflikt się zaogniał, a powołane przy tej okazji Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Klub Dębno, zrzeszające kilkunastu właścicieli domków, zaangażowało nawet Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Po dwuletnich ciemnościach ostatecznie konflikt udało się załagodzić. Wkrótce powstał nowy. W marcu właściciele prywatnych domków otrzymali pismo, z którego dowiedzieli się, że z końcem 2003 roku obowiązki administratora ośrodka przejęła firma Rotor z Krakowa. W przygotowanej informacji firma zapewnia, że zobowiązuje się do: dostarczania prądu, obsługi sieci wodno-kanalizacyjnej, oświetlenia ośrodka, wywozu śmieci, odśnieżania, koszenia trawników, utrzymania porządku, dbałości o infrastrukturę rekreacyjno-sportową, dozoru obejmującego remonty i konserwację, monitorowania domków, a w razie nieprawidłowości - powiadamiania o nich właścicieli. Tradycyjnie, podobnie jak poprzedni właściciel, zarząd Rotora skalkulował stawkę za administrowanie na... 1500 zł. W piśmie sugeruje też możliwość jej podwyższenia, jeśli umowy nie podpiszą wszyscy. - Od listopada do kwietnia nie ma wody, my spędzamy tu tylko urlop - 1-2 miesiące, więc dlaczego mamy tyle płacić? Owszem, możemy uiścić opłaty za prąd, wodę czy ścieki, ale według zużycia! To wychodziłoby około 300 zł rocznie, ale nie 1500! - zaznacza Krystyna Idzikowska. Członkowie stowarzyszenia chcieliby płacić, ale za te usługi, których rzeczywiście potrzebują. Skoro ubezpieczyli domki, nie chcą płacić za ich dodatkową ochronę, tym bardziej że administrator nie bierze odpowiedzialności za powierzone jego pieczy nieruchomości. - To istny terroryzm kanalizacyjny, wymuszanie na nas opłat - denerwuje się profesor. Ściekowy monopolista Wszystkiemu dziwi się Robert Janicki. Jak przyznaje, w chwili, gdy przejmował infrastrukturę ośrodka, nie spodziewał się takiej sytuacji. Tym bardziej że - jak powtarza - w innych ośrodkach ludzie płacą dwa razy więcej. Jego zdaniem, ośrodek funkcjonuje teraz znacznie lepiej. - Mimo tych opłat i tak inwestuję prawie 2,5 razy więcej, niż dostaję pieniędzy -podkreśla. - Jest czysto na terenie naszym i w lesie czy nad rzeką. Wymieniłem hydrofory na nowoczesne urządzenia, czeka nas wymiana skorodowanych rur, chcemy zrobić porządki wokół dawnej estrady, miałem trzy awarie kanalizacji... Nigdy na terenie ośrodka nie robiło się tak dużo! Skąd więc konflikt? - Tu w grę wchodzi ambicja i jeszcze inne rzeczy... - ciągnie Janicki. - Profesor przez lata prowadził wojnę z poprzednim właścicielem. I słusznie, bo tamten często nie dawał sobie rady. I teraz profesor siłą przyzwyczajenia dalej walczy, ale nie ma racji co do mojej osoby. Te pieniądze nie przepadają i są w całości inwestowane. Członkowie stowarzyszenia zaangażowali w spór po raz kolejny Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. 5 lipca wysłali pismo, zarzucające firmie ROTOR nadużywanie pozycji monopolisty przez dyskryminujące wstrzymanie odprowadzenia ścieków i uzależnienie odbioru nieczystości od przyjęcia innych usług. - Jeszcze analizujemy ustawodawstwo i może trzeba będzie wszcząć postępowanie wyjaśniające w tej sprawie - tłumaczy Leszek Piekarz, dyrektor krakowskiej delegatury UOKiK. - Nowa ustawa nakazuje nam ocenę sprawy pod kątem możliwości naruszenia interesu publicznego. Nie wiem, czy jest w tym interes publiczny, sprawdzamy orzecznictwo Sądu Antymonopolowego i wydaje mi się, że był nieco podobny przypadek w Polsce. Tam jednak to gmina nałożyła wysokie stawki czynszu. Sąd jednak doszedł do wniosku, że pewien rynek podlega ochronie, bo ludzie nie mogą wziąć domków na plecy i przenieść się tam, gdzie taniej... Wyjściem z tej sytuacji byłoby odłączenie się przez członków stowarzyszenia od ogólnej kanalizacji i podłączenie się do własnego szamba. Jednak musi się na nie znaleźć miejsce. - Jak poprosiliśmy o to, to przyniósł mi pampersa. Czy to nie bezczelność? - Rzadko się denerwuję, ale wtedy nie wytrzymałem! Dzień wcześniej, o wpół do jedenastej w nocy telefon do Krakowa, że mam przyjechać do Dębna. Okazało się, że wezwali policję. Ci spisali notatkę, powiedzieli, że sprawa ich nie dotyczy i pojechali, a ja miałem noc z głowy! W konflikt nie chce się angażować gmina, choć - jak zapewnia wójt Jan Smarduch - jedyne, co może zrobić, to wysłać straż gminną, by sprawdzili koncesję ROTOR-a na wywóz śmieci i ścieków. - Nasz jest tylko grunt, który dzierżawimy - przyznaje Andrzej Warmuz sołtys i prezes Spółki Rolno-Leśnej. - Wieś nie ma z tym konfliktem nic wspólnego. Przecież oni przyjeżdżają tu wypoczywać, a nie kłócić się i włóczyć po sądach! I idzie opinia w Polskę, że Dębno to wieś, gdzie nie można się nawet z przeproszeniem... wysrać!
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|