| |
[02-08-2004 ] Z wózkiem nie będę się pieprzył
W wolnym czasie lubi zamknąć się w pokoju. Pisze wiersze, rysuje. Na swoim wózku, do którego jest przykuta od urodzenia, zjeździła Polskę i Europę. I dopiero w Zakopanem usłyszała od kierowcy PKS Danusia Stoch jest drobną kobietą około trzydziestki. Na starym wózku musi się co chwilę poprawiać - unosi się na rękach, by wrócić do wyprostowanej pozycji. Czasem wydaje się, że im bardziej jest zdenerwowana tym częściej to robi. Jak jakiś odruch. A wspominając tamten feralny czwartek, nie może ukryć irytacji. Głos jej drży, tym bardziej że miała to być taka sympatyczna chwila. Jechała przecież odebrać pieniądze z PFRON-u na wymarzony komputer! Z mamą i trójką innych niepełnosprawnych musieli wyjechać do Krakowa, bo tylko osobiście można odebrać pieniądze na sprzęt. - To był czwartek, 15 lipca. O 8.30 mieliśmy autobus PKS - wspomina. - Chyba kierowca musiał się bardzo spieszyć, bo gdy poprosiliśmy go o pomoc w wejściu i zapakowanie wózka, powiedział krótko: Z wózkiem nie będę się pieprzył! Byłam załamana. Tym bardziej że tak bardzo zależało mi, by dostać się do Krakowa na czas. Na szczęście, żadnych problemów nie robił kierowca prywatnej linii. Danusia z mamą i przyjaciółmi dojechali do Krakowa. Tam, niestety, czekała ich kolejna dawka chamstwa. Prowadzący miejski autobus mężczyzna, ruszając spod dworca, tylko pomachał czekającej na wózku kobiecie. Szczęśliwie, zaraz po nim następny podjechał autobus niskopodłogowy. Wsiedli bez niczyjej pomocy. W drodze powrotnej jeszcze jedno upokorzenie spotkało Danusię w Zakopanem. Tym razem kierowca busa, jadącego przez Ząb na Furmanową stwierdził, że na wózek już nie ma miejsca. - W końcu mama zaczęła się z nim awanturować. Wsiadła i powiedziała, że jedzie, a ja zostanę sama w Zakopanem... Ostatecznie skapitulował. Ale czy to takie trudne - pomóc złożyć wózek? - mówi zdenerwowana Danusia Stoch. Myśl o kolejnej podróży do Krakowa już teraz wytrąca Danusię z równowagi. W styczniu ma po raz kolejny udać się do PFRON-u, by odebrać nowy wózek. Boi się, że czeka ją kolejna gehenna... Świat z perspektywy wózka Danusia mimo wszystko lubi podróże. Po skończeniu podstawówki przez dwa lata uczęszczała do szkoły dziewiarskiej w Przemyślu. Zwykle nie było tam żadnych nieprzyjemnych sytuacji. Czasem, gdy jeździła na wakacyjne obozy - do Tarnowa czy Gdańska, zdarzało się, że kierowca odjeżdżał bez niej. Wówczas mawiała trudno i cierpliwie czekała na kolejne połączenie. Teraz odbywa przyuczenie do zawodu na warsztatach terapii zajęciowej na Kamieńcu. Codziennie dojeżdża busem z Zębu do Zakopanego i z powrotem. I w tym przypadku kierowcy nie robią żadnych problemów. Aż do feralnego czwartku. - Jak to jest być niepełnosprawnym? - zastanawia się Danusia. - Nieciekawie. Muszę być zdana na drugą osobę, a to nie jest ani łatwe, ani przyjemne. Na każdym kroku spotykamy bariery nie do pokonania. I ta ciągła niepewność, czy ktoś zechce ci pomóc, czy nie... A przecież naprawdę niewiele potrzeba - choroba czy wypadek - żeby trafić na wózek. A z tej perspektywy świat naprawdę wygląda inaczej. Poruszanie się po Zakopanem dla samotnego wózkowicza jest też niemal niemożliwe. Wysokie krawężniki, progi w sklepach. Wyjątkiem jest urząd, do którego łatwo się dostać. Jednak tam sprawy załatwia się najwyżej raz do roku. Tymczasem chleb trzeba kupować codziennie. Kiedyś, próbując dostać się do sklepu na Krupówkach, Danusia wypadła z wózka. A przecież na Podhalu mieszka kilkuset niepełnosprawnych. Wielu z nich jeździ na wózkach. W Zakopanem jest tylko jeden niskopodłogowy autobus. W Nowym Targu ani tyle... - Strach pomyśleć, co będzie, gdy kiedyś zabraknie rodziców... Paryż jak marzenie Wolne chwile Danusia przeważnie spędza w domu. Maluje, rysuje, pisze wiersze. Organizuje sobie sama czas tak, by się nie nudzić. Wysyła dziesiątki listów do znajomych w Polsce, Francji i Włoszech. Wraz z Katolickim Stowarzyszeniem Cyrenejczyk zwiedziła Włochy, była na audiencji papieskiej w Castel Gandolfo. Z inną grupą z Gdańska zjeździła Francję. Obrazek, jaki pozostał jej w pamięci z Paryża - nikt nie wsiądzie do autobusu, zanim miejsca nie zajmie niepełnosprawny. W Polsce to nadal tylko marzenie. - Nie dziwię się, że niepełnosprawni boją się wychodzić z domu, że wstydzą się własnego cierpienia. Ale przecież jakoś trzeba żyć! Trudno nie być optymistą, jak się walczy samemu o wszystko - przyznaje Danusia Stoch. Jan Gołąbek, dyrektor PPKS Zakopane: - To przykre, takie zdarzenie absolutnie nie powinno mieć miejsca! Na swoje usprawiedliwienie tylko dodam, że to nie był nasz autobus, tylko PPKS Warszawa... Mimo wszystko, od wszystkich zakopiańskich pracowników i generalnie przewoźników chciałem przeprosić tę panią za to, co ją spotkało!
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|