| |
[15-09-03 ] MARIA I WILLI
78-letni Niemiec Friedrich Wilhelm Roggan chce odnaleźć w Zakopanem kobietę, z którą w czasie wojny łączyła go niezwykła przyjaźń. Jeśli Maria Trappenhaud, wówczas ciemnowłosa i szczupła dziewczyna, żyje, powinna dziś mieć około 82 lat. Wilhelm Roggan przyjechał do Zakopanego w ubiegłym tygodniu. Ostatni raz miasto widział w 1943 roku, kiedy jako 18-letni chłopak skierowany został pod Tatry, aby opiekować się niemieckimi dziećmi. Był cywilem, nie wojskowym. Trzy lata wcześniej, jak pisze Henryk Jost w książce Zakopane czasu okupacji z terenów Rzeszy do miasta trafiła niewielka grupa ofiar bombardowań, w tym także dzieci. W roku 1942 w Zakopanem utworzono duży ośrodek KLV (Kinderlandverschickung), rodzaj wczasów dziecięcych na wsi. Część młodzieży zakwaterowana została w pensjonacie Markiza przy ul. Małe Żywczańskie 3. Tutaj też zamieszkał Wilhelm Roggan. Dziś jedyną pamiątką tamtych czasów, oprócz wspomnień, jest niewielkie czarno-białe zdjęcie Markizy, które Roggan zachował z czasów okupacji. To właśnie dzięki fotografii udało mu się odszukać murowany budynek. - Mieszkałem tu przez 4 miesiące, w pokoju na pierwszym piętrze. Podobnie jak w sąsiadującym pensjonacie Reduta, w Markizie było około 25 dzieci - tłumaczy Roggan, który zwrócił się do redakcji TP z prośbą o pomoc w odnalezieniu Marii Trappenhaud, wdowy po polskim oficerze zamordowanym w Katyniu, która również pracowała w Markizie. - Byłem bardzo nieśmiałym młodzieńcem, a dziewczyna musiała być starsza ode mnie o jakieś 5 lat. Maria i Willi codziennie spotykali się w korytarzach pensjonatu, ale tylko raz zamienili kilka słów. - Wiedziałem, że Polacy nie chcą z Niemcami rozmawiać. To było zbyt niebezpieczne. Do posiłków zasiadaliśmy również osobno. Dlatego pewnie tak bardzo zapamiętałem tę krótką rozmowę. Maria znakomicie mówiła po francusku i niemiecku, prawdopodobnie była studentką. Kilka dni później Wilhelm Roggan musiał opuścić Zakopane i przenieść się do Krynicy, gdzie jeszcze przez miesiąc kontynuował pracę. Niedługo po przeniesieniu do Willi'ego dotarła paczka z Zakopanego. - Maria, z którą nie zdążyłem się pożegnać, przysłała mi 100 papierosów. Chciałem jej odpisać i podziękować, jednak odradzono mi to. Polka mogła mieć kłopoty i nieprzyjemności, otrzymując prywatną korespondencję od Niemca - mówi Wilhelm Roggan. Wojna dobiegała końca. W lecie 1944 roku Niemcy zaczęli opuszczać Zakopane. W lipcu wyjechały także dzieci z "Kinderlandverschickung". Pensjonaty Markiza oraz Reduta opustoszały. W sierpniu, jak pisze Jost, niebo nad Zakopanem zaroiło się od przelatujących wysoko ciężkich maszyn. Miesiąc później przez Zakopane przeszła duża liczba uciekinierów ze Słowacji. Szosę Zakopane-Kraków blokowały dziesiątki samochodów osobowych i ciężarówek. Friedrich Wilhelm Roggan nie wie, co stało się z Marią Trappenhaud w czasie zawieruchy końca wojny. Jednak przez 60 lat pamiętał młodą, ciemnowłosą i szczupłą Polkę, która przysłała do Krynicy setkę papierosów i której nigdy nie mógł podziękować. W piątek w ubiegłym tygodniu, po raz pierwszy od zakończenia wojny, przyjechał do Polski. Odwiedził Zakopane, odnalazł Markizę. - Może Maria Trappenhaud żyje, może ktoś wie, co się z nią stało. Być może żyją osoby, które Marię znały lub pracowały wtedy w Markizie. Wilhelm Roggan nie traci nadziei. Jeżeli ktokolwiek zna powojenne losy Marii Trappenhaud, młodej Polki, wdowy po polskim oficerze zamordowanym w Katyniu, która w roku 1943 pracowała w Zakopanem w pensjonacie Markiza, proszony jest o kontakt z redakcją Tygodnika Podhalańskiego lub bezpośrednio z Friedrichem Wilhelmem Rogganem (adres w redakcji TP).
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|