| |
[16-09-2004 ] Dziś wyrok
Czterech lat i sześciu miesięcy więzienia żąda prokurator wobec Bożeny S., głównej oskarżonej w procesie skorumpowanych pracowników zakopiańskiej skarbówki. Wyrok ma zapaść dziś - 16 września, w dniu ukazania się naszego numeru TP. W ostatnim słowie tylko jedna oskarżona Zofia P. wyraziła skruchę i rozpłakała się. Pozostali chcą uniewinnienia. Bożena S, była wicenaczelnik, jest nieobecna na rozprawach. Proces pracowników skarbówki rozpoczął się 19 kwietnia. Na ławie oskarżonych zasiadło czworo byłych pracowników kontroli urzędu skarbowego, w tym jego była wiceszefowa Bożena S. Ten proces to następstwo kilkumiesięcznego, dziennikarskiego śledztwa Tygodnika Podhalańskiego, ujawniającego korupcję w zakopiańskim urzędzie skarbowym. Nasz artykuł ukazał się w listopadzie 2002 r.. Po ponadrocznym śledztwie - zarzuty potwierdziła prokuratura. Niewinni urzędnicy Do przyjmowania łapówek spośród czterech oskarżonych przyznała się tylko Zofia P. Opisała sposób, jaki stosowany był podczas kontroli, aby wymusić na podatniku jak najwyższą łapówkę. Mówiła o zastraszaniu niewspółmiernie wysokimi karami. Jej zdaniem, twórcą takiego sytemu była jej szefowa Bożena S. Zofia P. zeznała, że godziła się na przyjmowanie łapówek z obawy przed swoją zwierzchniczką i w konsekwencji z obawy przed utratą pracy. Dwaj pozostali urzędnicy - Mirosław C. i Stanisław S. odmówili składania zeznań. Po oświadczeniu, że są niewinni, zamilkli, mimo że ich nazwiska wielokrotnie wymieniali świadkowie, którzy opisywali, w jaki sposób wymuszano na nich łapówki. Bożena S., która także odmawiała zeznań, w swoim oświadczeniu winą za całą sprawę obarczyła wrogich jej pracowników urzędu, którzy rzekomo namówili podatników do składania fałszywych zeznań przeciwko niej, oraz... służby specjalne. Na sali rozpraw padło nawet nazwisko premiera Leszka Millera, który zdaniem oskarżonej Bożeny S. został wykorzystany do zwolnienia jej z pracy. Łapówka jak haracz Podczas rozprawy zeznania złożyło kilkadziesiąt osób. Z jednej strony podatnicy, najczęściej z małych zakładów, drobni wytwórcy, sklepikarze. To od nich grupa urzędników pod wodzą Bożeny S. wyłudziła największe łapówki. Stanisława S. z Poronina w ciągu siedmiu lat przekazała tym samym kontrolującym ją urzędnikom w sumie kilkadziesiąt tysięcy złotych. - Nie miałam pieniędzy, to Bożena S. zabrała nawet nowy, dopiero co uszyty strój góralski.- opowiadała przed sądem Do wręczenia łapówek Bożenie S. i jej kompanom przyznało się ponad dwadzieścia osób. Paweł R., prowadzący z żoną sklep na zakopiańskiej Olczy, opisywał scenę przekazania łapówki za brak rachunku na bułkę tartą o wartości 5 zł. Bożena S. postraszyła go karą kilkudziesięciu tysięcy złotych, a nawet więzieniem. - Zaproponowałem jej 1000 zł, ale ona chciała więcej i jeszcze biżuterię. Dał 500 zł i pożyczone od sąsiada 400 $. - Miałem tylko łańcuszek, pamiątkę pierwszej komunii i nie mogłem go dać - mówił świadek. Podobnych opowiadań sąd usłyszał więcej. Byli jednak też tacy, którzy oparli się bezwzględnym urzędnikom. - Przyszli, zamknęli sklep i zaczęli sprawdzać rachunki - opowiadał przed sądem Andrzej L. - Nie mogłem jednego znaleźć i usłyszałem, że albo zapłacę wysoką karę, albo załatwimy to inaczej. Gdy spytałem jak, usłyszałem, że nie mniej niż tysiąc, bo muszą się podzielić. Jak moja żona to usłyszała, to ich wykrzyczała i sobie poszli. Urzędnicza amnezja Sąd wysłuchał kilku pracowników zakopiańskiego urzędu skarbowego. Zasłaniali się słabą pamięcią. Tylko nieliczni przyznali, że skłonności Bożeny S. do brania łapówek były znane w urzędzie. Niektórzy mówili też o małych kompetencjach Bożeny S. - Moja przełożona miała merytoryczne braki w zakresie prawa podatkowego - zeznawała Małgorzata K., posiadająca wyższe wykształcenie ekonomiczne, którą wcześniej na wniosek Bożeny S. na stanowisku szefa VAT zastąpiła krawcowa - znajoma Bożeny S., dziewczyna z Bukowiny Tatrzańskiej. Sama pani wicenaczelnik swój awans zawodowy w urzędzie skarbowym rozpoczęła z dyplomem kelnerki. Wakacje ze skarbu państwa Obok głównego, korupcyjnego wątku rozprawy, przedzierał się krajobraz funkcjonowania całego aparatu służb skarbowych. Przed sądem pojawiła się Teresa D. - obecnie wicedyrektor Izby Skarbowej w Krakowie, wcześniej jej szefowa. Tuż po publikacji tekstu ujawniającego proceder korupcyjny w Zakopanem Teresa D. próbowała ratować Bożenę S. W ostrym piśmie do prokuratury sugerowała prywatne powiązania dziennikarza, prokuratora i pracownika US w Zakopanem. Tymczasem w trakcie dziennikarskiego śledztwa pojawiały się informacje, że Teresa D., będąc dyrektorem izby, przyjmowała od Bożeny S. drobne, najczęściej spożywcze podarki. Podczas rozprawy padło też nazwisko Jana Kubika, obecnego posła PSL. W swoim oświadczeniu przed sądem Bożena S. opowiedziała o uroczystej kolacji w jednej z krakowskich restauracji, gdzie obok posła Jana Kubika biesiadowali pracownicy Izby Skarbowej i biznesmeni. - Byłam tam i słyszałam wiele rzeczy - zeznawała oskarżona, sugerując, że takich rewelacji zna więcej. Kubik korzystał z darmowych wakacji w Zakopanem, zorganizowanych specjalnie dla niego przez Bożenę S. W sprawie pośredniczyła Teresa D. Wakacje to kolejny wątek, który łączy Ministerstwo Finansów z zakopiańską skarbówką. Tuż po publikacji na czele komisji resortowej, która miała zbadać prasowe zarzuty skierowane pod adresem US w Zakopanem, stanął radca ministerstwa Edward B. Nazwisko to znajdowało się w dziennikarskich zapiskach - jeden z informatorów opowiadał o systemie gratisowych wczasów, jakie organizowało kierownictwo zakopiańskiej skarbówki wysokim funkcjonariuszom Ministerstwa Finansów. Za wczasy płacili szeregowi pracownicy skarbówki, po czym rekompensatę otrzymywali w postaci premii. Zdemaskowany przez dziennikarzy Edward B. kilka dni po rozpoczęciu kontroli w Zakopanem został odwołany z komisji. Ofiary Od kilkunastu miesięcy swoją cenę za aferę korupcyjną w zakopiańskiej skarbówce płacą też niektórzy jej pracownicy. Zwłaszcza ci, których Bożena S., a później jej następcy tudzież szefostwo Izby Skarbowej w Krakowie wytypowało jako informatorów Tygodnika Podhalańskiego. Już kilka dni po pierwszej naszej publikacji pod płaszczykiem przeprowadzania kontroli zmuszano pracowników skarbówki do podpisywania oświadczeń, że nie kontaktowali się z dziennikarzami. Niewykluczone, że szereg późniejszych decyzji personalnych, a nawet prokuratorskich, wyciąganych dziś przeciwko kilku pracownikom, ma ten właśnie kontekst. Prokuratura w Tarnowie prowadzi np. śledztwo przeciwko Małgorzacie K. na podstawie dokumentów częściowo przygotowanych jeszcze przez Bożenę S. Wnioski dyscyplinarne tworzone były na podstawie dyrektyw, przychodzących prawdopodobnie bezpośrednio z Izby Skarbowej w Krakowie. W Zakopanem dyrektor izby Teresa D., która po wybuchu afery stanowisko szefa urzędu skarbowego powierzyła Jackowi Seremakowi, podczas spotkania z pracownikami ostrzegła, że za Bożenę S. zapłacą wszyscy. I płacą nawet ci, którzy po ujawnieniu korupcji w tutejszej skarbówce komentowali ten fakt w prasie, radiu. - Nie wiedzą, kto, więc tępią na ślepo kilka osób. Zwłaszcza tych, którzy głośno sprzeciwiali się kompromitującym rządom Bożeny S. Przecież całą małopolską skarbówką nadal zarządzają ci sami ludzie. Przesunięcie Teresy D. na stanowisko wicedyrektora izby to była fikcja - twierdzi nasz informator ze skarbówki. Dziś wyrok W czwartek 16 września o godz. 14 sędzia Marek Marchalewicz ogłosi wyrok. Dwa dni wcześniej, we wtorek słuchał ostatnich słów oskarżyciela, obrońców i samych oskarżonych. Prokurator Wiesław Wolnik ponad godzinę przedstawiał zarzuty. Precyzyjnie wymieniając kolejne fakty, potwierdzające przypadki korupcji. Przyznał, że materiał dowodowy został praktycznie w całości potwierdzony przez zeznania świadków przed sądem. Nie miał żadnej wątpliwości, że pracownicy skarbówki, wykorzystując niski poziom wiedzy podatników, zastraszali ich, aby wymusić jak największe łapówki. Stwierdził także, że całą sprawę cechuje wyjątkowy stopień społecznego niebezpieczeństwa. Pochylił się także nad dziennikarzami - wyraził uznanie za dziennikarskie śledztwo Tygodnika Podhalańskiego. Podczas wtorkowej rozprawy prokurator wnioskował dla Bożeny S. o 4 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności, ok. 90 tys. zł grzywny oraz wydania na 6 lat zakazu sprawowania funkcji kierowniczych. Dla Stanisława S. prokurator żąda 2 lat pozbawienia wolności oraz 50 tys. zł grzywny i 4 lata zakazu pracy na kierowniczych stanowiskach. Jednego roku i 6 miesięcy więzienia oraz pozbawienia możliwości pracy na stanowiskach kierowniczych na okres 3 lat i 2 tys. zł żąda prokurator dla Mirosława C. Kary pozbawienia wolności na okres 1 roku i 2 miesięcy oraz grzywny ok. 1200 zł żąda wobec Zofii P. W jej przypadku zakaz pracy na stanowisku kierowniczym prokurator określił na dwa lata. Nie było płomiennych wystąpień obrony. W końcowych mowach adwokaci starali się podważyć konkretne zeznania, odrzucali poszczególne zarzuty stawiane przez prokuraturę. Tylko mecenas Andrzej Wróbel - zwracając uwagę na skruchę swojej klientki Zofii P. - prosił o łagodny wyrok dla swojej klientki. Ta ze łzami w oczach prosiła o przebaczenie.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|