Murzasichle przewodnikMurzasichle OnLine
Murzasichle turystyka
Murzasichle pogoda
Murzasichle informator


   21 listopada: noc -1°C | dzień 1°C | ciśnienie: 898 hPa
      warunki biometeorologiczne obojętne
      wiatr: 0 km/h zachodni
   22 listopada: noc -6°C | dzień -3°C | ciśnienie: 891 hPa
      warunki biometeorologiczne obojętne
      wiatr: 11 km/h zachodni
Apteka dyżurna: Zakopane ul. Chramcówki 34, tel. 206 82 21
Salon komputerowy i serwis: ul. Nowotarska 46, tel. 2001 913


Aktualności z Murzasichla i okolic

  [05-10-2004 ] Ratujcie mi dziecko

Trwa walka o życie miesięcznego Kuby, który jest w szpitalu w Prokocimiu. Urodził się z brakiem znacznego fragmentu przełyku. To wada wrodzona. Rodzice twierdzą, że gdyby zakopiańscy lekarze wcześniej rozpoznali i zdiagnozowali dziecko właściwie, dzisiaj nie trzeba byłoby walczyć o jego życie. - Żyje, to dowód, że ma silne geny. Jest pod respiratorem, żywiony dożylnie i trochę do żołądka. Ma grzybiczne zakażenie krwi. Nawet jeśli to przetrzyma, czeka go jeszcze wiele zakrętów - twierdzi matka Kuby, Joanna Rapacz z Poronina. - Jeśli wyjdzie z infekcji, płuca dojdą do normy, zostanie nam problem braku przełyku. Będzie chodził z rurkami, trzeba będzie mu czyścić ślinę, nauczyć się reanimacji. Operować będzie go można dopiero, jak będzie miał 3-4 lata - opowiada matka. - Mogło być inaczej - dodaje ciszej. - Gdyby lekarz, który mnie w ciąży prowadził, powiedział, jakie mogą być konsekwencje zwiększonej ilości wód płodowych, gdyby przyjmując mnie na porodówkę, ktoś wysłuchał moją mamę, gdyby od razu było cesarskie cięcie, gdyby pediatrzy właściwie zdiagnozowali Kubę i szybciej przekazali do Prokocimia... - wymienia. Kuba to drugie dziecko Joanny Rapacz. - Ciążę znosiłam bardzo dobrze, nic mi nie dolegało, byłam pod kontrolą dra Gizińskiego w naszym ośrodku zdrowia. Podczas USG w czerwcu dowiedziałam się od niego, że mam zwiększoną ilość wód płodowych. Zapytałam, co to dla mnie znaczy. Dowiedziałam się, że nic - opowiada pani Joanna. -Dopiero później sama wyczytałam o możliwości wystąpienia wad wrodzonych - dodaje. Weźcie mnie pod nóż 30 sierpnia po godz. 23. Joannie zaczęły odchodzić wody płodowe. - Przeraziłam się, bo w porównaniu z pierwszym dzieckiem wód było nieporównywalnie dużo. Zadzwoniłam na pogotowie. Usłyszałam, że jeśli przywiezie mnie do szpitala mąż, będzie szybciej. Tak się też stało, pani Joanna trafiła na oddział, mąż i mama Joanny nie zostali wpuszczeni do szpitala. Usłyszeli, że to zarządzenie dyrekcji. Józefa Chromik, mama Joanny, próbowała przez całą noc dodzwonić się do szpitala, by dowiedzieć się o stan zdrowia córki i powiedzieć o tej ilości wód płodowych... Nie połączono jej z oddziałem, nie mogła porozmawiać z lekarzem. Pani Joanna w tym czasie została przyjęta na porodówkę, lekarz wykonał rutynowe badania. - Sugerowałam, żeby od razu wziął mnie pod nóż, bo pierwsze dziecko urodziłam przez cesarskie cięcie. Usłyszałam, że nie ma takich wskazań, że jak urodzę naturalnie, szybciej będę w domu. Potem od północy do rana lekarza już nie widziałam. Około godz. 4 poszłam do położnej i zwróciłam uwagę, że zaczynam plamić krwią. Położna podłączyła KTG, zbadała mi tętno i zostawiła. Ciągnęło się to do rana. Lekarza w tym czasie nie widziałam. Chodziłam, chwilę leżałam, a jak się później dowiedziałam - od razu po odejściu wód płodowych powinnam być cięta - mówi Joanna. Położna zostawiła całą aparaturę, żebym sama badała tętno dziecka. Nie wiedziałam, czy dobrze odczytuję - opowiada. - O cesarskim cięciu zdecydował rano ordynator dr Sałyk. Powiedział, że powodem są za słabe skurcze, to, że główka dziecka jest wywinięta do góry, że jest owinięte pępowiną - relacjonuje matka. - Urodził się Kuba. Nie miałam pojęcia, w jakim stanie jest dziecko. Nikt mnie nie poinformował, że po porodzie ledwo żyło, że miało 2 punkty w skali Apgar - w oczach kobiety pojawiają się łzy. - Dziecko było w inkubatorze, dowiedziałam się, że zachłysnęło się wodami płodowymi. Dziwnie charczało - opowiada Joanna. Przez pięć dni pobytu w szpitalu, żaden z lekarzy nie znalazł dla mnie czasu, żeby mnie uświadomić, co dzieje się z dzieckiem. Wszystkiego dowiedziałam się dopiero w Krakowie. To nie wielowodzie - 1 września to był pierwszy dzień nowej pani ordynator na oddziale, wszyscy tym żyli. Nie można było złapać żadnego lekarza - opowiada Józefa Chromik, babcia Kuby. - Dziecko w tym czasie było pod tlenem, miało czyszczone płuca. Wiedziałyśmy, że nie jest dobrze. W końcu złapałam dra Ustupskiego w windzie. Błagałam go o konsultację z lekarzami z Prokocimia. Spytałam, czy zdaje sobie sprawę, że to było wielowodzie i jakie mogą być konsekwencje. Usłyszałam: Jakie wielowodzie, o czym pani mówi!. Nie dałam za wygraną. Następnego dnia poszłam znowu do dra Ustupskiego, w końcu poradził, żebym udała się do pani ordynator. Nie mogłam z nią spokojnie mówić. Płakałam, mówiłam, że dziecko jest umierające, prosiłam, żeby go ratowali, żeby posłali Kubę do Prokocimia. Według relacji Józefy Chromik, pani ordynator starała się ją uspokoić, obejrzała wyniki i natychmiast podjęła decyzję o przekazaniu dziecka do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Prokocimiu. Kuba miał zalane płuca, był niedotleniony, dodatkowo okazało się, że z Zakopanego przyjechał z zakażoną krwią. 3 września, dzień po przywiezieniu, Kuba trafił na stół operacyjny. Operacja trwała 5 godzin. Rodzice dowiedzieli się, że chłopczyk nie ma fragmentu przełyku. Gdyby.... Pani Józefa zaczęła szperać po książkach medycznych, pytać lekarzy w Krakowie. Dowiedziała się, że przy wielowodziu kobieta ciężarna powinna być cały czas pod specjalną kontrolą. - Można wody upuszczać podczas ciąży, można o miesiąc wcześniej rozwiązać poród, a tu nic nie zrobiono, nawet, kiedy przywieziono ją do szpitala - lekarzowi dyżurnemu nie chciało się przeczytać historii ciąży, tam była informacja o zwiększonej ilości wód płodowych. Gdyby nie nowe zarządzenie dyrektorki szpitala, sama mogłabym mu o tym powiedzieć. A w ogóle gdybyśmy wiedziały, że jest to ciąża patologiczna, że jest jakieś zagrożenie, szukałybyśmy innych specjalistów, córka rodziłaby w Krakowie. Gdyby nam ktoś powiedział, że następstwem wielowodzia może być jakaś wada wrodzona... - Józefa Chromik nie może powstrzymać się od łez. To, że dziecko nie ma przełyku - można było wykryć już w czasie ciąży. - Może gdyby przed samym porodem wykonano mi badanie USG, ale usłyszałam, że na oddziale ginekologiczno-położniczym aparat jest tak stary, że się go nie używa - opowiada Joanna. - Może gdybym od razu poszła pod nóż, dziecko nie byłoby niedotlenione, nie zachłysnęłoby się wodami płodowymi, miałoby inny start - twierdzi. Rodzina ma też żal do zakopiańskich pediatrów, którzy, ich zdaniem, nie zdiagnozowali prawidłowo stanu noworodka. - Już po smółce, pierwszej kupce dziecka, mogli stwierdzić, że jest coś nie tak z jego przewodem pokarmowym. Dowiedziałam się o tym w Krakowie. W Krakowie też usłyszałam, jaki jest faktyczny stan mojego dziecka. W Zakopanem przez pięć dni pobytu w szpitalu nikt nie pofatygował się i nie powiedział mi, jak jest naprawdę, słyszałam tylko, że zachłysnął się wodami płodowymi, i że do Krakowa go wysyłają, bo tam mają lepszy sprzęt - mówi matka. - I to my na siłę musieliśmy wyrywać to dziecko do Krakowa - dodaje. Zrobiliśmy wszystko - Nie było żadnego zaniedbania ze strony moich lekarzy - przekonuje dr Andrzej Sałyk, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w zakopiańskim szpitalu. - Po pierwsze, nie było wielowodzia, tylko zwiększona ilość wód płodowych, a to nie jest to samo. Po drugie, taka informacja nie jest dla nas wskazówką do jakichś działań ekstra, samo wielowodzie czy zwiększona ilość wód płodowych nie jest wskazaniem do cesarki. W przypadku pani Joanny Rapacz zdecydowałem o cięciu cesarskim, bo nie było postępu w porodzie i ze względu na ułożenie dziecka - podkreśla ordynator. Dodaje też, że skala Apgar przy cięciu cesarskim nie powinna być brana pod uwagę, bo niskie punkty mogą wynikać ze znieczulenia. - Poza tym zawsze podaje się liczbę punktów po pięciu minutach, a nie zaraz po urodzeniu. W przypadku Jakuba Rapacza było to 7 punktów - tłumaczy. Fakt, że lekarza nie było przy chorej przez całą noc, ordynator też nie uważa za uchybienie. - Nie jest też wykroczeniem, że pacjentka sama badała tętno swojego dziecka - dodaje. Jego zdaniem fakt, że decyzja o cesarskm cięciu zapadła dopiero rano, nie miał wpływu na późniejszy stan zdrowia noworodka. - To poważna operacja, muszą być do niej wskazania, pacjentka musi być wcześniej zbadana, nie można od razu kłaść jej na stół i ciąć podkreśla. Nic do zarzucenia nie ma sobie także personel oddziału pediatryczno-noworodkowego. - Dziecko nie było karmione, co jest dowodem na to, że braliśmy pod uwagę jakąś anomalię, związaną z układem pokarmowym. Proces diagnostyczny musi jednak potrwać - wyjaśnia dr Anna Hartman-Ksycińska, ordynator oddziału pediatryczno-ginekologicznego. - Dziecko pojechało do Krakowa z podejrzeniem zespołu aspiracji płynu owodniowego, co się później potwierdziło. Przekazaliśmy go do ośrodka w Krakowie w ciągu 48 godzin od urodzenia. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Nadużyciem jest też stwierdzenie, że trzeba nas było błagać, żeby pojechało do Krakowa. Taka decyzja zapadłaby niezależnie od woli rodziny, bo przecież robimy wszystko, żeby ratować naszych pacjentów - dodaje. Incydent z niewpuszczeniem do szpitala męża Joanny wyjaśnia dr Syrweriusz Kosiński, dyrektor ds. lecznictwa w zakopiańskim szpitalu: - Wielokrotnie na terenie szpitala zdarzały się akty chuligańskie, kradzieże, doszło nawet do zbeszczeszczenia kaplicy. Zimą nasze korytarze były ostoją dla bezdomnych, stąd decyzja o zamykaniu drzwi na noc. Pani Joanna Rapacz była przytomna, nie było potrzeby robienia wywiadu z jej mężem. Dyrektora zdziwiła natomiast informacja o tym, że mama pani Joanny nie mogła się w nocy połączyć z lekarzem na oddziale. Przesłuchane zostało także nagranie na pogotowiu, w dniu, kiedy pani Joanna zadzwoniła po karetkę. - Zapytała, czy przyjedzie po nią karetka, czy ma przywieźć ją mąż. Dyspozytorka powiedziała, żeby przywiózł ją mąż. Nie widzę w tym żadnego uchybienia. Mamy trzy karetki, często wszystkie są w terenie, tak było w nocy z 30 na 31 sierpnia. Przywiezienie ją przez męża było szybszym rozwiązaniem - tłumaczy. W Krakowie nadal ważą się losy Kuby. Pani Joanna tymczasem pokazuje wypis z oddziału ginekologiczno-położniczego: Pacjentka w stanie dobrym wypisana do domu z dzieckiem z zaleceniem kontroli poporodowej za 6 tygodni.... Według zakopiańskiego personelu to zwykła pomyłka przy wypisywaniu gotowego formularza. - Kuba jeszcze nie był w domu, walczy o życie, a ja w karcie czytam, że zostałam wypisana z dzieckiem. To niby zwykła pomyłka, tylko na papierze. W kontekście, tego co mnie i mojego syna spotkało, taka pomyłka jest dla mnie przerażająca - mówi matka smutno się uśmiechając.


Murzasichle aktualności | aktualności, archiwum

tygodnik

Murzasichle miasteczko
Murzasichle OnLine Odbierz pocztę Zakopiańskie Forum Dyskusyjne Zakopane OnLine

Murzasichle | historia | kultura i sztuka | galeria | komunikacja | wyciągi narciarskie | handel i usługi | gastronomia | mapka | aktualności | kontakt
Murzasichle noclegi: Pensjonaty | Ośrodki wypoczynkowe / Domy wczasowe | Pokoje Gościnne | Apartamenty | Willa | Wynajem domków
© Murzasichle 2008   

Valid HTML 4.01! Informacje RSS z Murzasichla