| |
[14-10-2004 ] Śmierć nie wybiera
To nieco szokujący tytuł książki Jaroslava Švorca, podobnie, jak kilka zawartych w niej fotografii dokumentujących tragedie tatrzańskie. Prezentacja książki, zawierającej wierne opisy ponad czterdziestu dramatycznych akcji ratowniczych w Tatrach, odbyła się w ubiegłym tygodniu w Tatrzańskiej Łomnicy. Autor jest prezesem ratowników ochotników Horskéj Služby w Tatrach Wysokich. - Wysłuchaliśmy utworu muzycznego Medytacje - rozpoczął spotkanie Mikuláš Argalács, poświęcone prezentacji i promocji nowej książki o tematyce górskiej, w hotelu Slovakia w Tatrzańskiej Łomnicy, zwracając się do licznie zebranych ratowników górskich i zaproszonych gości. - Przypomnijcie sobie, ile to razy rozmyślaliście nad tym, co się stało, wracając z akcji ratunkowej, kiedy nieśliście na noszach rannego lub ciało nieżyjącej już ofiary Tatr. Jednym spośród was jest Jaro Švorc, który nie tylko zastanawiał się nad przyczynami tych tragedii, ale je opisał w książce pod tytułem Śmierć nie wybiera. Jaroslav Švorc urodził się w Szczyrbie pod Tatrami. Ukończył studia pedagogiczne na Uniwersytecie w Preszowie, gdzie potem pracował jako wykładowca. W późniejszych latach mocno związał swoje życie z Tatrami. Przez 20 lat pracował jako tragarz górski, zaopatrując w prowiant i opał Chatę pod Rysami. Ratownikiem ochotnikiem jest od połowy lat osiemdziesiątych. W tym okresie uczestniczył w wielu akcjach ratunkowych, z których ponad czterdzieści, które utkwiło mu najbardziej w pamięci, opisał w swojej książce. - Kilka dni temu, ktoś ze znajomych zapytał mnie, dlaczego taki tytuł i po co w ogóle napisałem tak smutną książkę? Odpowiedziałem mu - wyjaśnia Jaro. Odpowiedziałem mu, że dotychczas ukazało się już wiele książek o pięknie Tatr i ich przyrodzie, natomiast mało jest publikacji, które pokazują drugie oblicze tych gór - oblicze groźne, jak góry mogą surowo karać nieodpowiedzialność, nierozwagę i przecenienie sił. Chciałbym, aby każdy, kto tę książkę będzie czytał, postawił sobie między wierszami pytanie, czy musiało dojść do tej tragedii, czy nie można było temu zapobiec? Moim zamiarem, było również przekazanie autentycznych relacji z akcji ratunkowych, w których uczestniczyłem. Książkę dedykuję wam - zwraca się do licznie zebranych kolegów ratowników - dla których najwyższą wartością jest życie i zdrowie człowieka. Wam, najstarszym ratownikom, którzy lata pracy w ratownictwie górskim macie już za sobą, a także wam i nam ratownikom młodszym, będących jeszcze w pełni sił, mogących w każdej chwili wyruszyć na pomoc ludziom w górach. Dedykuje tę książkę również tym najmłodszym kilkunastolatkom, którzy marzą o zawodzie ratownika górskiego - zakończył swoje wystąpienie autor. Samo napisanie książki nie wystarcza, by trafiła ona do czytelnika - stwierdził Argalacs. Potrzebny jest jeszcze wydawca. By książka Švorca ujrzała światło dzienne, postarał się o to Robert Bednařik, miłośnik Tatr oraz czeskie wydawnictwo Altituda. Książka została wydrukowana w Brnie w dwóch językach - słowackim i czeskim. Najważniejszym aktem prezentacji książki, kultywowanym na Słowacji od wielu lat jest jej chrzest, poprzez symboliczne pokropienie gałązką kosodrzewiny. - Długo zastanawialiśmy się z Jaro Švorcem, kto ma być ojcem chrzestnym książki - uzasadnia Mikulaš Argalács. - W końcu zdecydowaliśmy, że wybierzemy dwóch ratowników - najmłodszego i najstarszego pokolenia. Zaszczytu tego dostąpili - Viliam Kysela, młody zawodowy ratownik, który przed rokiem uległ poważnej kontuzji w czasie szkolenia ratowniczego i jeszcze chodzi o kulach oraz znany ratownik tatrzański o ponad pięćdziesięcioletnim stażu - Atilla Dejczö. Po prezentacji autor podpisywał swoje książki, które można było kupić po promocyjnej cenie, a o poczęstunek zadbał Daniel Pasiar, dyrektor hotelu Slovakia. Czterdzieści opisów wypraw ratunkowych zawarł Jaro Švorc na prawie dwustu stronach. Nie wszystkie opisane akcje kończą się znoszeniem z gór śmiertelnych ofiar, są również relacje z wypraw, które zakończyły się uratowaniem turystów lub taterników. Autor nie podaje nazwisk poszkodowanych i ofiar, większość ratowników również jest anonimowa, z wyjątkiem kilku wymienionych z imienia lub nazwiska. Z dużym wzruszeniem przeczytałem opisy tragedii, które dotyczyły znanych ratowników i taterników - Vlada Tatarki, Luba Jurského i Karela Jakeša. Oprócz zdjęć czarno-białych, jest również kilka wkładek z kolorowymi fotografiami. W księgarniach książka kosztuje 300 SK.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|