| |
[06-11-2004 ] Gdy syn po latach wybuchnie
Niewielki, piętrowy biały dom przy drodze. W ogródku kwitnie nieśmiertelnik, przed drzwiami schną na sznurku dwie koszule. I nic poza prokuratorską plombą na drzwiach nie przypomina o tragedii, jaka niedawno się tu zdarzyła. W sobotę Władysław K. zamordował swoich rodziców. Młotkiem. Pierwsze ciało znalazł sąsiad następnego dnia, 31 października. Gdy wszedł do przedpokoju, przy zwłokach 65-letniego Jana K. dzwoniła komórka. Może to córka z USA z pytaniem, czy już wszystko przygotował do podróży? Mężczyzna miał już wykupiony bilet na połowę listopada. Skatowane ciało leżało w kałuży krwi. - Wyszliśmy od razu - mówi mężczyzna, mieszkający zaledwie kilka metrów od domu zabitych. - Dotąd ciężko mi o tym mówić. Wszyscy przeżyliśmy szok. Byliśmy bardzo zżyci. Niemal jak rodzina! Ten obraz jeszcze długo będę miał przed oczami! Policja odebrała zgłoszenie 31 października po godz. 18. Sprawca prawdopodobnie zabił kilkanaście godzin wcześniej. Gdy funkcjonariusze weszli do domu, Władysław K. spał w jednym z pokojów. Był kompletnie pijany. Na piętrze leżało ciało 73-letniej Zofii. Staruszkowie zostali zabici uderzeniem młotka w głowę. Dlaczego? Sąsiedzi podkreślają, że w rodzinie K. nie było żadnych większych konfliktów. 40-letni syn co prawda dużo pił, jednak nigdy nie wszczynał awantur, nie mówiąc o rękoczynach. - Widywaliśmy się kilkanaście razy dziennie. Nic nie wskazywało, by mogło dojść do takiej tragedii! Czasem Władysław popijał, nawet tydzień się nie pokazywał, ale nic złego nie robił - mówią najbliżsi sąsiedzi. Od domu, w którym doszło do tragedii, dzieli ich jedynie wspólna wąska droga dojazdowa. Zabójca mieszkał sam z rodzicami po tym, jak odeszła od niego żona z dwójką dzieci. 40-letniego Władysława właściwie utrzymywali rodzice. W domu nie było biedy. Ojciec wcześniej był taksówkarzem, często jeździł do USA, ma nawet podwójne obywatelstwo. Teraz, na emeryturze prowadził z żoną niewielkie gospodarstwo rolne, mieli jedną krowę. Flegmatyk był... - Ja tam do siódmej siedziałam w sobotę wieczór. Rozmawiałam z dziadkiem, żona na chwilę usiadła, dzień wcześniej był u niej lekarz, bo miała astmę. Nie widziałam nic złego. Dziadek powiedział, że syn właśnie doszedł, widać znów gdzieś się przespał... Nawet wydoił krowę - wspomina Aniela Tylka. Wszyscy mieszkańcy Starego Bystrego są zszokowani tragedią. Trudno im również wyobrazić sobie Władysława K. w roli zabójcy. - Ale z niego to było straszne ciele flegmatyczne! Nie wiem, co w niego wstąpiło, że to mógł zrobić! Oni go utrzymywali i taką na koniec im okazał wdzięczność - dodają sąsiedzi. W poniedziałek Władysław K. został przesłuchany przez prokuratora. Przyznał się do zbrodni. Mówił, że zabił matkę, by nie była świadkiem w sądzie... - Trudno mówić coś o motywach, gdy chodzi o zabójstwo rodziców. Podobno były tam jakieś utarczki słowne, ale w której rodzinie ich nie ma... To nie powód, by zabić zastanawia się Zbigniew Gabryś, zastępca prokuratora rejonowego. Władysław K zostanie zbadany przez psychiatrów. Tymczasem nowotarski sąd wydał nakaz trzymiesięcznego aresztu. Podczas kolejnego przesłuchania przed sądem zabójca odmówił składania jakichkolwiek wyjaśnień.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|