| |
[12-11-2004 ] Karczemne interesy
Ordynarną prywatą nazwał Piotr Bąk, burmistrz Zakopanego, starania Związku Podhalan o wieczystą dzierżawę działki pod Redykołką. Tak ostrego konfliktu między Związkiem Podhalan a władzami Zakopanego jeszcze nie było. O mały włos a sprawa znalazłby się w sądzie. Redykołka pierwsza regionalna karczma w Zakopanem. Jej budynek, niegdyś dar Józefa Króżla dla Związku Podhalan, dziś w trzech czwartych własność Jana Bachledy Księdzularza., stoi bezprawnie na miejskim gruncie. W 2001 roku wygasła umowa dzierżawy, a w sierpniu tego roku właściciel dostał sądowy nakaz opuszczenia działki. Dodatkowo jest winien miastu 252 tys. zł zaległego czynszu. Redykołka jednak jak stała, tak stoi. Teren u zbiegu ulic Krupówki i Nowotarska należał kiedyś do Fundacji Kórnickiej. Potem przeszedł na skarb państwa. Przez lata, do połowy lat osiemdziesiątych był tutaj malowniczy ryneczek. W 1987 roku ówczesny naczelnik miasta wydał Związkowi Podhalan tymczasowe, opiewające na pięć lat pozwolenie na postawienie zespołu szałasów regionalnych. Prezesem Związku był wtedy Franciszek Bachleda Księdzularz. Związek teren zagospodarował. Wówczas też pojawiła się w tym miejscu Redykołka - zabytkowa chałupa z Wróblówki, dar Józefa Króżla z przeznaczeniem na działalność kulturalną Związku Podhalan. Powstała tam jednak karczma, którą jako ajent Związku prowadził Jan Bachleda Księdzularz., prywatnie kuzyn Franciszka Bachledy Księdzularza. Niemal od początku uruchomienia karczmy Józef Króżel upominał Związek, że nie dał chałupy po to, by zarabiali na niej prywatni biznesmeni, a w roku 1991 oddania terenu pod Redykołką zażądało miasto. Sprawa trafiła do sądu, który po czterech latach procesu nakazał oddać nieruchomość miastu. W tym czasie burmistrzem Zakopanego został Franciszek Bachleda Księdzularz. Doprowadził on do trójstronnej ugody miasta, Związku Podhalan i właściciela Redykołki. Długi zostały uregulowane, Związek Podhalan zrzekł się wszelkich pretensji do działki, a Jan Bachleda Księdzularz. zawarł umowę dzierżawy działki na czas nieokreślony - bezpośrednio z miastem. Kłopotów to nie zakończyło, ale ilekroć dochodziło do sporu, mimo prób Jana Bachledy zaangażowania w konflikt organizacji, Związek Podhalan podkreślał, że nie ma z Redykołką nic wspólnego. Do tego roku. We wrześniu Zarząd Główny Związku Podhalan w piśmie do burmistrza Zakopanego nieoczekiwanie zażądał wieczystej dzierżawy działki pod Redykołką, argumentując to tym, że Jan Bachleda użytkuje obiekt na podstawie umowy ze Związkiem Podhalan. W październiku zaś ZP założył sprawę w sądzie w Zakopanem. - To wszystko jest kłamstwem - stwierdził w wywiadzie dla radia Alex burmistrz Piotr Bąk, a na zebraniu Zarządu Głównego ZP w piątek 5 listopada określił działania Związku jako ordynarną prywatę. - Utożsamiam się z ideą regionalizmu - mówi Piotr Bąk - ale takie forowanie prywatnych interesów jednej osoby pod płaszczykiem Związku Podhalan jest niegodne. W Zakopanem jest ponad 5 tysięcy prywatnych podmiotów, dlaczego jeden ma być uprzywilejowany? - dodaje. Co na to Związek? Na kolejnym posiedzeniu zarządu podjął decyzję o wycofaniu sprawy z sądu. - Zostaliśmy wprowadzeni w błąd, nie znaliśmy wszystkich dokumentów - powiedział wiceprezes ZP Andrzej Skupień. Spór o Redykołkę nie jest zwykłym konfliktem interesów. W miejscu, gdzie ona stoi, zaplanowano budowę przejścia podziemnego, prowadzącego z Krupówek pod Gubałówkę. Od lat miejsce to jest przyczyną największych w mieście korków samochodowych. Główny ciąg pieszy krzyżuje się z jedyną drogą wschód-zachód. Nie ma tu nawet świateł. Budowa powinna ruszyć w przyszłym roku. Jeżeli tak się nie stanie, przepadną przyznane na to pieniądze. Poza tym na wyjaśnienie czeka wiele spraw, które wokół Redykołki narosły, choćby rola, jaką pełnił w niej senator Franciszek Bachleda Księdzularz i zakopiański oddział Związku Podhalan. Senator odmówił Tygodnikowi swojego komentarza. Anna Zadziorko Trudno się dziwić, że senator Franciszek Bachleda Księdzularz odmawia komentarza. Cóż by miał powiedzieć, że nie ma już dość sił, aby bronić interesów swego kuzyna. A może nie ma już dość władzy. Czytelnicy Tygodnika Podhalańskiego od lat śledzą tę niezwykłą historię Redykołki, opierającą się na wzajemnych powiązaniach towarzyskich bądź rodzinnych zakopiańskich polityków, działaczy społecznych. Redykołka to sprawa sztandarowa, to przykład stawiania interesu prywatnego ponad interes społeczny. Hipokryzją jednak trącą dziś słowa przedstawicieli władz Zakopanego, którzy wytoczyli armaty przeciw właścicielowi karczmy. Jan Bachleda Księdzularz to ofiara, a nie winowajca. Ofiara obietnic kolejnych burmistrzów, zainteresowanych biznesem kolejnych prezesów Związku Podhalan. To także ofiara nierównego traktowania obywateli przez władzę. Obywatele to nie ślepcy. Dziś parasol ochronny stracił Jan Bachleda Księdzularz, bo miejscowa władza przestała lubić senatora - powiedzą pewnie obywatele. Szkoda, że władza nie wytaczała armat, gdy prawo budowlane łamali inni biznesmeni - Adam Bachleda Curuś, Włodzimierz Gładczan. - Czy ja jestem gorszy - zapyta Jan Bachleda Księdzularz.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|