| |
[23-11-2004 ] PKS prywatny jest
Czy w zakopiańskim PKS-ie spełni się sen biedaka, który w ciągu jednej nocy stał się bogaczem? Tego nie sposób odgadnąć, wiadomo jednak, że od 1 stycznia państwowe przedsiębiorstwo przechodzi w prywatne ręce. Rzeszowska grupa kapitałowa chce tu zainwestować 17 milionów złotych, ale przez cztery lata nie będzie mogła zmniejszyć zatrudnienia. Mimo to na twarzach wielu pracowników rysuje się strach przed nadchodzącą, prywatną przyszłością. PKS zatrudnia 170 osób. To drugi po szpitalu tak wielki pracodawca w Zakopanem. Prywatyzacja przedsiębiorstwa prowadzona przez wojewodę małopolskiego była łakomym kąskiem dla wielu firm. Wystarczy powiedzieć, że przez zakopiański dworzec w ciągu roku przewijają się aż cztery miliony pasażerów, na których można nieźle zarobić i to nie tylko sprzedając im bilety. Początkowo przejęciem PKS-u zainteresowana była nawet jedna z niemieckich sieci hipermarketów. U burmistrza Zakopanego został złożony piękny, kolorowy szkic, na którym zamiast bazy PKS przy ul. Nowotarskiej miał wyrosnąć wielki hipermarket. Plany te okazały się jednak wirtualne. Do prywatyzacyjnego przetargu zgłosiło się pięć firm, w tym zakopiański biznesmen Marian Strama, który zaoferował milion złotych i później sam zrezygnował. Poważną ofertą była propozycja firmy Connex, przewoźnika z Francji. Jest to największe przedsiębiorstwo świadczące tego typu usługi w Europie. Przejęło ono PKS w Sanoku czy miejską komunikację w Warszawie. Wszystkich przebiła jednak oferta krakowskiej spółki MK Projekt, która chce zainwestować w Zakopanem 17 milionów złotych. O dziwo, firma ta nie specjalizuje się w branży transportowej, a jest jedynie prywatyzacyjnym pośrednikiem. Niedawno brała udział w tak odmiennej od transportowej, prywatyzacji Drukarni Narodowej w Krakowie. - Mogę tylko potwierdzić, że rzeczywiście, wybrana została oferta spółki MK Projekt - twierdzi obecny zarządca komisaryczny PKS, Jan Gołąbek. - Teraz trwa jeszcze sprawdzanie całej procedury przez odpowiednią delegaturę Skarbu Państwa. Ze związkami zawodowymi wynegocjowano czteroletni okres ochronny. Gdy któryś ze 170 pracowników zostanie zwolniony, na jego miejsce musi być zatrudniony nowy. Jeżeli chodzi o szczegóły umowy, która ma zostać podpisana, to wciąż obowiązuje mnie klauzula tajności, a nie jestem jakimś Jamsem Bondem, żeby teraz to ujawniać. O informacje dotyczące planowanych inwestycji w Zakopanem zwróciliśmy się więc do źródła, czyli spółki MK Projekt. - Jesteśmy spółką, której działalność polega na prowadzeniu różnego typu prywatyzacji oraz inwestowaniu - mówi Krzysztof Karbowski, prezes MK Projekt. - Ważne, że w Zakopanem, co jest rzadkością, udało się wynegocjować porozumienie ze związkami zawodowymi. Jednym z problemów tego przedsiębiorstwa jest brak wystarczającej liczby kierowców, co widać szczególnie w sezonie. I właśnie wtedy chcemy zatrudniać dodatkowe osoby. Planujemy też odnowić tabor autobusowy, poszerzyć ofertę, jeżeli chodzi o obsługę linii dalekobieżnych oraz wygrać konkurencję z busiarzami. Mamy też w planach modernizację dworca, tak aby był bardziej bezpieczny i dysponował szeroką ofertą usługową. Pieniądze, które zainwestujemy w Zakopanem, nie są nasze, a pochodzą od kogoś innego. Jego nazwy przed końcem roku nie mogę zdradzić. Tygodnikowi udało się jednak dowiedzieć, kto tak naprawdę stoi za spółką MK Projekt i kto w najbliższych latach będzie decydować o jakości usług transportowych w Zakopanem. Chodzi o grupę kapitałową Autonika z Rzeszowa, która powstała w 1994 roku, po prywatyzacji tamtejszego Polmozbytu. Dotychczas działała na terenie województw: podkarpackiego i lubelskiego. Specjalizowała się w usługach samochodowych typu sprzedaż aut, opon, prowadzenie serwisów. W jej sklad wchodzi kilka zależnych spółek. Kwota 17 milionów złotych, którą Autonika ma zainwestować w Zakopanem, może robić wrażenie. U największego w Polsce producenta autobusów sprawdziliśmy, co można kupić za te pieniądze. - Wziąwszy pod uwagę fakt, że autobus przeciętnej klasy kosztuje około 300 tys. złotych, to kwota dosyć spora - mówi nam przedstawiciel handlowy w firmie Autosan. - Trzeba jednak pamiętać, że każdy nowoczesny autobus to także dodatkowy wydatek na zaplecze techniczne. Na twarzach pracowników zakopiańskiego PKS rysuje się jednak niepokój. Nadal powielana jest plotka, że ktoś chce przejąć PKS, aby za kilka lat go zlikwidować i wyrzucić wszystkich pracowników na bruk. Nie wiadomo bowiem, co stanie się za cztery lata, gdy przestanie obowiązywać pakiet socjalny. Teoretycznie na miejscu bazy autobusowej może powstać na przykład siedziba dilera samochodowego. Taką działalnością - jak dotąd - zajmowała się rzeszowska grupa kapitałowa. Z drugiej strony, jeżeli nowy właściciel rzeczywiście zainwestuje grube pieniądze w autobusy, to trudno mu będzie zmieniać później branżę. Braliśmy pod uwagę alternatywę - mówi przewodniczący Solidarności w PKS Andrzej Kapczyński. - Albo likwidacja, albo prywatyzacja. Udało się wynegocjować niezwykle korzystny pakiet socjalny. Najpierw proponowano dwuletni okres utrzymania zatrudnienia, ale wynegocjowaliśmy czteroletni. Dodatkowo przy zakupie przedsiębiorstwa wszyscy pracownicy otrzymają premię, która w skali całego zakładu wynosi ponad 300 tys. złotych. Oczywiście, jest strach, co stanie się za cztery lata i jak te punkty spisane na papierze będą realizowane w praktyce, ale również rola związków w tym, aby wszystko szło po naszej myśli. A kto zostanie szefem nowego, prywatnego PKS-u? O tym zadecyduje zarząd spółki MK Projekt oraz głównego inwestora Autoniki. Nie jest wykluczone, że będzie to obecny zarządca komisaryczny przedsiębiorstwa Jan Gołąbek.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|