| |
[27-11-2004 ] Akwizycja oszustw
Zamiast kursu szybkiego czytania - wizyty komornika i groźba zlicytowania mieszkania. Zamiast szansy na lepszą edukację swojego dziecka - cztery tysiące złotych długu. Zamiast świadectwa ukończenia kursu, zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Wszystko zaczęło się niewinnie w maju 2002 roku od wizyty w jednym z zakopiańskich mieszkań miłej akwizytorki. Kobieta powiedziała rodzicom, że ma wspaniałą ofertę dla ich córki - edukacyjne kursy korespondencyjne, w tym kurs szybkiego czytania oferowany przez firmę DLC Centrum Edukacyjne z Warszawy. Zaznaczyła też, że była w Gimnazjum nr 2 przy ul. Sienkiewicza, gdzie uczęszcza ich córka. Dziewczyna potwierdziła, że akwizytorka za pozwoleniem nauczyciela weszła do klasy i w czasie lekcji zebrała adresy uczniów. - Oferta była ciekawa. Pomyśleliśmy, że umiejętność szybkiego czytania pomoże w nauce i życiu. Miesięcznie mieliśmy płacić 150 złotych. Podpisaliśmy umowę zapisaną drobnym maczkiem - opowiada matka gimnazjalistki. Już kilka godzin po wyjściu akwizytora rodzice stwierdzili, że nie był to jednak dobry pomysł. Finansowe obciążenie było bowiem spore. Co więcej wyszło na jaw, iż tak naprawdę rodzice podpisali umowę nie z firmą DLC, ale ze Wschodnim Bankiem Cukrownictwa, w którym bez własnej woli zaciągnęli kredyt. Dodatkowo akwizytorka przekonywała, że firma ta posiada certyfikat ministerstwa edukacji, co okazało się później nieprawdą. - Jeszcze tego samego dnia zadzwoniliśmy do akwizytorki, ale on oświadczyła, że nie można już zerwać umowy. I tak zrobiliśmy to jednak na piśmie, ale warszawska firma odmówiła. Gdyby nie rekomendacja ze szkoły, nawet nie otworzylibyśmy akwizytorce drzwi - dodaje matka. Kilka tygodni po zajściu dziennikarz TP rozmawiał z Aleksandrą Łakomik, ówczesną wicedyrektor gimnazjum. Twierdziła ona, że akwizytorzy pokazali certyfikat ministerstwa edukacji, dlatego zgodziła się, aby odwiedzali klasy. Po tych wydarzeniach kuratorium oświaty zażądało wyjaśnień od dyrekcji. Dyrektor gimnazjalnej dwójki Bogdan Wojnarski dziś zdaje się bagatelizować całą sprawę. - Dokładnie nie pamiętam tych wydarzeń. Wiem, że wysłaliśmy wyjaśnienia do kuratorium i od tego czasu nasze drzwi są zamknięte dla wszelkich akwizytorów - wyjaśnia dyrektor Wojnarski. - Oczywiście, wpuszczanie na teren szkoły akwizytorów i umożliwianie im zebrania od dzieci adresów jest postępowaniem nagannym - powiedziała Tygodnikowi Elżbieta Lęcznarowicz, małopolska kurator oświaty. - Niedawno przeprowadziłam spotkanie z dyrektorami wielu szkół z naszego województwa, na którym poruszałam tę kwestię i z tego, co wiem, podobne przypadki nie mają już miejsca. Zdaniem nowotarskiego prokuratora Zbigniewa Gabrysia w tym wypadku szkoła naruszyła prawo. - Żadna instytucja czy firma nie ma prawa wejść w posiadanie danych osobowych uczniów. Może się tak stać tylko za zgodą rodziców. W tym wypadku jest to ewidentne przestępstwo, polegające na naruszeniu Ustawy o ochronie danych osobowych. Trzeba pamiętać, że szkoła jest łakomym kąskiem dla akwizytorów, gdyż wiadomo, ilu uczniów, czyli potencjalnych klientów zasiada w klasach. Zbigniew Gabryś dodaje, że prokuratury często zajmują się przypadkami akwizytorów, którzy oferują na przykład wymianę drzwi, pobierają zaliczkę, a następnie znikają. - Wiele razy ostrzegaliśmy przed tego typu zakupami. Najlepiej niczego od razu nie podpisywać, nawet jeżeli akwizytor jest natarczywy. Poczekać, zadzwonić do kogoś po poradę - radzi prokurator. Niestety w opisywanym przez nas wypadku sprawa miała fatalny ciąg dalszy dla rodziców uczennicy. Po wypowiedzeniu przez nich umowy wszystko ucichło na ponad dwa lata. Nagle, kilka tygodni temu, rodzice otrzymali sądowy wyrok, obciążający ich kwotą prawie 5000 złotych (z naliczanymi przez cały czas odsetkami). Ściągnięciem tej sumy zajmuje się komornik.. - Nie mam z czego oddać tych pieniędzy, zresztą dlaczego mam płacić 5000 złotych za segregator, dwie książki i kasetę wideo, bo tyle otrzymałam od tej firmy? - mówi matka uczennicy. Dodatkowo okazało się, że jeżeli dług nie zostanie spłacony, to na wniosek banku na licytację zostanie wystawione mieszkanie. Po tych ostatnich wydarzeniach rodzice zdecydowali się złożyć w prokuraturze doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez firmę DLC i jej akwizytorkę. Chodzi o dokonanie oszustwa. Tymczasem system kredytowania sprzedaży kursów przez DLC Centrum Edukacyjne jest dosyć skomplikowany. Firma ta kilka lat temu podpisała umowę z olsztyńskim przedsiębiorstwem, które to z kolei zawarło umowę ze Wschodnim Bankiem Cukrownictwa z Lublina. Bank przeżywał poważne kłopoty finansowe, czego następstwem było wprowadzenie w nim dwa lata temu zarządu komisarycznego. W końcu bank wypowiedział umowę pośrednikowi z Olsztyna, ale stało się to już po zaciągnięciu przez zakopiańską rodzinę kredytu. Od tego czasu działalność DLC wspierał Górnośląski Bank Gospodarczy w Katowicach. Przedstawiciele DLC twierdzą, że odpowiadają za działania swoich akwizytorów, ale to niewielka pociecha dla zakopiańczyków. Z naszych informacji wynika zresztą, że akwizytorzy tej firmy w podobny sposób działali na przykład w innej miejscowości naszego województwa - Zembrzycach w powiecie suskim. W tamtym przypadku do rodziców dzieci akwizytorzy docierali również po wcześniejszej wizycie w szkole.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|