| |
[31-10-2003 ] Zginęło dwóch turystów.
Dwóch studentów zginęło w Tatrach w sobotę, 25 października. Trzeci, ciężko ranny po upadku z Koziego Wierchu, trafił dwa dni wcześniej do szpitala. Żaden z nich nie był przygotowany do zimowych, trudnych warunków w górach. Czwartek 23 października, godz. 13.15. Do ratowników TOPR telefonuje turysta z rejonu Koziego Wierchu. Jego kolega spadł ze szczytu w stronę Doliny Pięciu Stawów Polskich, jest nieprzytomny. Toprowcy wyruszają natychmiast samochodem do Wodogrzmotów Mickiewicza, stąd ruszają pieszo. Pogoda uniemożliwia użycie śmigłowca. O 15. 30 ekipa ratunkowa dociera na miejsce wypadku. Mężczyzna jest nieprzytomny i wyziębiony, ratownicy opuszczają go żlebem w dół, ogrzewają specjalnymi pakietami grzewczymi. Lekarz podaje tlen, podłącza kroplówkę. Turysta ma poważne urazy głowy i jest mocno potłuczony. Wiadomo już, że poślizgnął się na twardym, zlodowaciałym śniegu tuż pod wierzchołkiem Koziego Wierchu. Spadając z dużą prędkością uderzał o wystające głazy. Nieprzytomny turysta trafia do szpitala. Temperatura jego ciała wynosi 25 stopni C. Gdyby akcja przedłużyła się o kilkadziesiąt minut, nie przeżyłby transportu. Sobota 25 października, 13.35. Studenci informują z komórki centralę TOPR, że przed momentem ze Skrajnego Granatu spadł ich kolega. Nie widzą go, nie odpowiada na wołania. Śmigłowiec LPR z dwoma ratownikami na pokładzie leci w rejon Granatów, aby z powietrza określić miejsce wypadku. Dostrzegają leżącego turystę w żlebie, poniżej podstawy Filara Skrajnego Gerlacha. Wieje silny wiatr, więc ratownicy desantują się na morenie Czarnego Stawu. Śmigłowiec dowozi kolejnych toprowców. Pierwsza grupa odnajduje zwłoki mężczyzny. Nie miał szans - spadł kilkaset metrów w przepaść. Kiedy ratownicy znoszą ciało, centrala otrzymuje kolejne wezwanie. Turyści utknęli na szlaku ze Świnickiej Przełęczy w kierunku Hali Gąsienicowej. Dwóch toprowców sprowadza ich do schroniska. Kolejne wezwanie. W czasie zejścia z Kościelca zgubił się jeden turysta. Kolega nie spotkał go w umówionym miejscu na Przełęczy Karb ani w Murowańcu. Dwóch ratowników z grupy, która nadal jest w rejonie Granatów, idzie na Karb. Tam odnajdują zwłoki zagubionego turysty. Wszyscy ratownicy wracają do centrali dopiero około 21.20. Po ostatnich opadach śniegu przyszedł dzień ocieplenia. Później znów chwycił mróz. Wysoko w Tatrach śnieg "siadł" - zrobił się twardy i zalodzony. Niżej z roztopionego śniegu powstała cienka lodowa polewa, po której chodzić można było jedynie w rakach. Mimo wielokrotnych apeli TOPR-u, w góry wyruszyło sporo turystów nieprzygotowanych do ciężkich, zimowych warunków. Na efekt nie trzeba było długo czekać.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|