| |
[17-12-2004 ] Brudy w mleku
„Polowanie na związkowców” - tak Bronisław Gibadło, szef nowotarskiej delegatury „Solidarności”, określa to, co w ostatnich miesiącach dzieje się w zakopiańskim zakładzie „Mlekovity”. Ostatnio na korytarzach zakopiańskiego sądu często można spotkać zwaśnione strony z „Mlekovity”, która przed ponad rokiem przejęła Podhalańską Spółdzielnię Mleczarską. Pod koniec listopada zakończył się proces o rzekomy mobbing w zakładzie. Teraz trwa kolejny. Jeden z pracowników został zwolniony za kradzież kartonu mleka i dwóch opakowań kefiru. W sądzie odbyła się niedawno rozprawa o przywrócenie go do pracy. Pracownik ten twierdzi, że mleko i kefiry kupił w zakładowym sklepie, tylko, że nie ma paragonu - mówi Bronisław Gibadło. Dodam, że gdy mleko jest produkowane, pracownicy mogą go sobie pić w nieograniczonych ilościach. Wcześniej nie było kontroli, w trakcie których ktoś przeszukiwałby lodówkę pracowników na stołówce. Wartość rzekomo skradzionych rzeczy to cztery złote. Moim zdaniem to wydarzenie było tylko pretekstem do wyrzucenia tego pracownika z pracy. Szefostwo „Mlekovity” walczy z zakopiańskimi związkowcami, gdyż w innych zakładach tej firmy związków nie ma w ogóle. To zwykłe kłamstwo - komentuje ten zarzut dyrektor zakopiańskiej „Mlekovity” Adam Nita, pokazując nam listę związkowców zatrudnionych w głównym zakładzie tej firmy w Wysokiem Mazowieckiem. Jeżeli chodzi o zarzut kradzieży w stosunku do pracownika, który jest w zarządzie związków, to po prostu na portierni nie miał on paragonu, a ja nie mogę przecież tolerować takich zachowań. Ze związkami branżowymi jakoś się dogadujemy, przedstawiamy swoje stanowiska, wspólnie działamy dla dobra zakładu. Inaczej jest z „Solidarnością”, a właściwe z kilkoma jej działaczami. To dziwna sytuacja, gdy we wszystkich zakładach „Mlekovity” w całej Polsce pracuje kilka tysięcy osób i zgadzają się one na podpisanie regulaminu pracy, tylko tych kilku pracowników w Zakopanem nie chce go podpisać. Tymczasem proces o przywrócenie na stanowisko zwolnionego za kradzież pracownika to nie pierwsza tego typu sprawa w „Mlekovicie”. Wcześniej do sądu trafiło powództwo osoby zwolnionej za krytykowanie w czasie wcześniejszej rozprawy sądowej produktów „Mlekovity”. Ten proces zakończył się przywróceniem do pracy zwolnionej osoby - mówi Bronisław Gibadło. Jesteśmy największym producentem przetworów mlecznych w Polsce, dysponujemy największą liczbą certyfikatów jakości, jak więc pracownik może krytykować produkty swojej firmy - ocenia tę sprawę dyrektor Nita. Na naszych łamach opisywaliśmy też sądowy spór o mobbing, którego dyrektor firmy miał dopuszczać się na szefowej „Solidarości” Małgorzacie G. W tym wypadku sąd przyznał rację pracodawcy, stwierdzając, że mobbingu nie było. W uzasadnieniu do wyroku podano jednak, iż nie ma wątpliwości, że konflikt w firmie ma miejsce.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|