| |
[21-12-2004 ] Na Cyrhli radny mówi dobranoc
Ciemno jak za króla Ćwieczka, chodniki to tylko marzenie, a na drodze same osuwiska. Wszyscy o nas zapomnieli - tak mieszkańcy zakopiańskiej Cyrhli mówią o swoim codziennym losie na krańcu Zakopanego. Kłopoty zaczynają się już przy próbie dotarcia z Zakopanego do Cyrhli. Gdy nie ma turystycznych tłumów, pozostaje praktycznie tylko PKS. Na zakopiańskim dworcu wsiadamy do autobusu, który najlepsze lata ma już dawno za sobą, a wydawane przez silnik dźwięki przypominają porykiwania jelenia. Podróż po stromych zakrętach trwa 25 minut. Wysiadanie z autobusu nie należy do przyjemnych, bo chodników na Cyrhli uświadczyć nie można. Zamiast nich hałdy zmrożonego śniegu. Nietrudno znaleźć tam osoby, które prosto w oczy mówią, jak ciężko się żyje. - Kiedyś, gdy miał przyjechać tu jakiś wyścig kolarski, to asfalt lali prawie przed kolarzami, a teraz nic nie robią - narzeka jedna z mieszkanek Cyrhli, która codziennie dojeżdża do pracy w centrum Zakopanego. Gdy dni krótkie, dzieci po ciemku wracają ze szkoły. Idą ruchliwą szosą bez chodnika. Kiedyś może dojść do tragedii. Wieczorem wracam z pracy z centrum i zdarza się, że odwołują autobusy. Wtedy trudno się tu w ogóle dostać. Niedaleko, w Murzasichlu, wszędzie chodniki, a u nas bieda piszczy. Podobno mieszkam w zimowej stolicy Polski, Curuś chciał nawet olimpiadę zrobić. To wszystko śmiechu warte. Zapytana przez nas o warunki tutejszego żywota starsza góralka nie przebiera w słowach. - Ci we władzach to dbają tylko o swoje tyłki. Kiedyś mieszkał tu jeden radny, to jeszcze coś próbował zrobić. Wodę doprowadzili, ale na tym koniec. Remontują Krupówki, a u nas nic. Pisaliśmy petycję do władz o budowę chodnika, ale na razie nic nie pomogło. Część mojej rodziny mieszka we wiosce pod Szaflarami. Tam jest inaczej, młodzież ma co robić, jest jakiś ośrodek kultury, jest sołtys, który walczy o pieniądze. Z pobytu na Cyrhli cieszą się za to turyści. Cieszą się, ale głównie z pięknych widoków. Pan Adam z Krakowa przyjeżdża tu odkąd doprowadzono wodę. - Widoki są piękne, powietrze czyste, na Zakopane można z góry popatrzeć, ale widzę, że góralom ciężko się żyje. Jak ktoś nie ma samochodu, to wszędzie daleko, komunikacja kuleje, a drogą po ciemku aż strach iść - mówi pan Adam, robiąc swojej żonie zdjęcie na tle pięknej panoramy Zakopanego. W jego centrum, w magistracie, obradują radni, od których decyzji zależy, która droga czy chodnik zostanie wyremontowany. Często dyskusja wygląda mniej więcej tak: Na ul. Strążyskiej zaczęliśmy remontować chodnik, ale trzeba to robić dalej, bo dziury są fatalne - mówi radny X, który mieszka przy... ul. Strążyskiej. Nie zapominajmy o Drodze do Olczy. Mówię o tym już trzeci rok, a dziur przybywa - wtóruje radnemu X radny Y, który mieszka - wiadomo - na Olczy. Rzadko, kiedy w takich dyskusjach pojawia się nazwa „Cyrhla”. Niestety, na tym osiedlu nie mieszka żaden radny. Hmm, to nie jest tak do końca - zastanawia się radny Wawrzyniec Bystrzycki, który na Cyrhli nie mieszka, ale w skład jego okręgu wyborczego wchodzi właśnie to osiedle. Jeżeli chodzi o drogę Oswalda Balzera, to zarządza nią starostwo, trudno więc miejskiemu radnemu walczyć o jej remont. Ogłoszono już jednak przetargi na sporządzenie dokumentacji budowy chodnika i usunięcie osuwiska - dodaje Bystrzycki, który jest jednocześnie kierownikiem referatu gospodarczo-inwestycyjnego właśnie w Starostwie Tatrzańskim. W ten sposób udało się nam wyjaśnić jedną z kwestii, nurtujących mieszkańców Cyrhli. Niestety, pozostaje im chyba tylko czekać. Dzwonimy jednak do innego radnego, który pod swoją kuratelą ma Cyrhlę. - Mieszkańcy powinni przyjść do radnych. Powiedzieć, jakie inwestycje są im potrzebne. Wybierzemy najważniejszą i zaczniemy ją forsować - zauważa radny Wojciech Solik. Jedną petycję już pisaliśmy i nic to nie dało, czemu teraz mamy wierzyć, że jak pójdziemy do urzędu, to coś załatwimy, chyba że jakiś radny albo burmistrz otworzy u nas interes, to coś się wtedy ruszy - podsumowuje jedna z rozgoryczonych mieszkanek Cyrhli. Foto |PP| Na Cyrhli cały czas trzeba się oglądać, czy zza zakrętu nie wyjedzie pędzący samochód, a mieszkańcy narzekają, że władze zapomniały o tej dzielnicy Zakopanego. Więcej na ten temat w czwartkowym drukowanym wydaniu TP.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|