| |
[23-12-2004 ] Zabrakło świadków
Do 2 lutego odroczono rozprawę, jaka od kilkunastu tygodni toczy się przed sądem w sprawie śmierci zakopiańskiego rzeźbiarza Mieczysława Jarząba. Na ławie oskarżonych siedzi Tomasz W. Prokuratura zarzuca mu, że to on przed kilku laty śmiertelnie potrącił samochodem znanego z Krupówek rzeźbiarza. Tuż po tragedii policjanci podejrzewali, że za kierownicą siedział syn znanego zakopiańskiego biznesmena Adama F. Okazało się jednak, że wraz z rodzicami był wówczas poza granicami kraju. Proces jest poszlakowy. Oskarżony od początku nie przyznaje się do winy. Zdaniem obserwatorów procesu, oskarżony przyjął postawę, która zmniejsza jego szanse. Podejrzewają, że albo rzeczywiście jest winny, albo kogoś kryje. We wtorek nie zjawił się nikt z wezwanych sześciu świadków. Sędzia Janusz Kukla, wyraźnie zdenerwowany, zarządził przerwę, aby świadków doprowadziła na rozprawę policja. Okazało się, że i ten sposób nie przyniósł skutku. Sędzia zdecydował, więc o wyznaczeniu kolejnego terminu rozprawy. Od początku na sali, gdzie toczy się proces, pojawia się grupa przyjaciół oskarżonego. Tomek to bardzo spokojny i koleżeński chłopak - opowiada Artur, jeden ze znajomych oskarżonego. Ostatnie lata pracowaliśmy razem. Ta sprawa nie pasuje do niego. Przyjaciele oskarżonego utrzymują, że wbrew wcześniejszym doniesieniom Tomasz W. nie ukrywał się przed policją. To jakiś absurd - mówi Artur. - Od kilku lat, aż do chwili jego aresztowania - pracowaliśmy razem w firmie „Alfred”. Rozwoziliśmy wodę. On miał normalną umowę o pracę. Mieszkał w Zakopanem, był na miejscu.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|