Murzasichle przewodnikMurzasichle OnLine
Murzasichle turystyka
Murzasichle pogoda
Murzasichle informator


   21 listopada: noc -1°C | dzień 1°C | ciśnienie: 898 hPa
      warunki biometeorologiczne obojętne
      wiatr: 0 km/h zachodni
   22 listopada: noc -6°C | dzień -3°C | ciśnienie: 891 hPa
      warunki biometeorologiczne obojętne
      wiatr: 11 km/h zachodni
Apteka dyżurna: Zakopane ul. Witkiewicza 3, tel. 201 24 47
Salon komputerowy i serwis: ul. Nowotarska 46, tel. 2001 913


Aktualności z Murzasichla i okolic

  [24-12-2004 ] Widok z okna Amerykana

Choć mają przydomek „Do Amerykana”, tak naprawdę Ameryki ani bogactw nigdy nie widzieli. Więcej w ich życiu było łez, biedy, chorób, niż szczęśliwych chwil. Tylko panoramę z okien mają taką, że dech zapiera. - Widok mamy, tylko nie na przyszłość - uśmiecha się gospodarz. Furmanowa. Przysiółek na zboczu Gubałówki. Tatry jak na dłoni. Dla tego widoku przyjeżdżają turyści z Warszawy, z Krakowa. Choć administracyjnie to Zakopane, nic tu miasta nie przypomina. Na Furmanowej jakby kończył się świat. Tylko niebo blisko. 75-letni Bolesław Tylka „Amerykan” ani jego żona Helena nigdy nie mieli urlopu. Mało w ich życiu było czasu na podziwianie widoków. Do panoramy Tatr przywykli, jak do nieszczęść i biedy, której im los nie szczędził. Na dni szczęśliwe Bolek Tylka nerwowo chodzi po kuchni. - Zawsze coś robię, cholera mnie bierze, jak nie ma roboty - mówi zapalając papierosa. Niechętnie opuścił stolarnię. Nie lubi marnować czasu na słowa. - Najszczęśliwszy dzień? Nie było takiego. Pożar, bieda, choroby - człowiek tylko narobił się jak ten koń - stwierdza stanowczo. A ja miałam, byłam najszczęśliwsza, jak dzieci chodziły do szkół - podkreśla pani Helena. - Chociaż do szkół daleko i bieda, że czasem był tylko suchy chleb i mleko, wszystkie dzieci my wykształcili - całą piątkę - podkreśla z dumą. - Każde ma technikum albo liceum - dodaje. Jakie to życie było? - zastanawia się pani Helena, przebierając sprawnie drutami. Robótka z wełny rośnie w oczach. - Miałam 16 lat, jak wyszłam za mąż, jak miałam 20 lat, to już miałam troje dzieci. Może i była miłość wielka… - zastanawia się. Teraz młodzi siedzą ze sobą, ale się nie żenią. Dawniej tak nie było. Poznaliśmy się u Jasia Stocha na werandzie, tam niedaleko, pod krzyżem na Gubałówce, na potańcówce. Bronek potem zachodził do moich rodziców, żeby mu córkę dali za żonę. Wiele my się nie znali - wspomina. Na dobre i na złe Ślub był w 1950 roku. Czasy były trudne, powojenne. Mieszkali z rodzicami pana Bolka. Jeszcze nie zdążyli się dorobić, kiedy wszystko stracili. Ich dom spłonął. To był rok 56, pamiętam dobrze - 20 sierpnia. Byłam z czwartym dzieckiem w ciąży. Wszystko poszło z ogniem. Zostało nam tylko to, co mieliśmy na sobie i dwie krowy, które pasły się w polu - pani Helenie niełatwo wrócić do tamtych chwil. Spaliły się nawet meble, które wzięłam na kredyt i jeszcze spłacałam. Przygarnął nas Stanisław Zubek, ten, co miał wytwórnię nart. Mieszkaliśmy u niego 8 miesięcy. Chodziłam jak łachmaniarz - wspomina. - Zaczęliśmy budować dom. Wzięliśmy 7 pożyczek - u ludzi, w pracy Bolka, ostatnie spłacaliśmy do niedawna - opowiada. - Do swojego domu wprowadziliśmy się w kwietniu, zimno jeszcze było, a w domu nie było ani okien, ani drzwi. Okiennice zatykaliśmy kocami. Był tylko piec, to się grzało - dodaje. Ale zanim żeśmy wybudowali dom, to nam jeszcze deski ukradli, a potem, jak już stajnia stała, przyszedł taki wiatr, jak w tym roku, i zrzucił dom, wywalił cały róg stajni. Co było robić? Trzeba było budować od nowa - wspomina pan Bolesław. Żeby nie pobłądzić Pracował wtedy jako toromistrz na kolejce, która wyjeżdża na Gubałówkę. Podbijał tory, codziennie rano, zanim kolejka ruszyła - kontrolował je. Po pracy zajmował się gospodarstwem. Nie było na nic czasu. Nie było maszyn ani konia. Wszystko trzeba było zrobić ręcznie. Ile się nasze dzieci nanosiły siana na drążkach - opowiada pan Bolesław. Bieda człowieka wszystkiego nauczyła. Jak się dom spalił, wszystko samemu trzeba było zrobić. Sam okna robiłem, drzwi, cała stolarkę, elektryczność, wodę - wymienia. A samo wyniesienie materiałów budowlanych na Furmanową nie było łatwo, bo nie było drogi - dodaje. Utwardzoną drogę zrobili na Furmanową dopiero w latach 60., w czynie społecznym, a asfalt - tuż przed wizytą papieża. Wcześniej błoto było po kolana, można było iść tylko w baciokach. Zimy były takie, że nie można było z domu wyjść. Jak dzieci chodziły do szkół w Zakopanem, wychodziliśmy po nie, żeby nie pobłądziły - opowiada pani Helena. Żeby było zdrowie Całe ich życie to ciężka praca. Gospodarstwo, stolarnia, letnicy. - Uzbierałem trochę narzędzi, niektóre maszyny sam zrobiłem. Jak człowiek z roboty wrócił, na gazdówce odrobił, to szedł do warsztatu. Jeszcze dziś przychodzą do mnie, żeby im coś zrobić, narzędzie pożyczyć - mówi pan Bolesław. Żeby zdrowie jeszcze było - dodaje. Jest po trzech zawałach, nieraz brakuje mu powietrza. Nie przeszkadza mu to jednak, by dalej palić papierosy. - To nerwy. Jak nie mam żadnego zajęcia, to kurzę - usprawiedliwia się. W lipcu leżał w szpitalu. Ja jestem po operacji nóg, o mało co mi nogi nie ucięli, bo szła już martwica – opowiada pani Helena. Żyją z emerytury. Nadal hodują krowę i kilka owiec. - Kury mamy tylko cztery, bo resztę zabrała liska - wtrąca. Święta… Skromne będą. - Na Wigilii będzie zupa, ryby i kompot, ciasto jakieś upiekę i pączki. Żadnych cudów, bo nie ma za co - mówi pani Helena. Sztuczną choinkę ubierze któryś z 20 wnuków. Może w święta odwiedzą ich i prawnuki, Helena i Bolesław doczekali się już piątki, najstarsza prawnuczka ma 9 lat. Wszystkie trzy córki wraz ze swoimi rodzinami mieszkają na Podhalu, tylko synowie osiedlili się dalej - jeden aż w Toruniu, a drugi koło Gorlic. Do Amerykana Skąd przydomek „Do Amerykana”? W USA byli rodzice pana Bolesława, tam się poznali i pożenili. Do Polski przyjechali, kiedy mama pana Bolesława zachorowała. Planowali, że wrócą do Ameryki, mieli tam nawet działkę, która im przepadła. Kiedy się skończyła I wojna światowa, byli w drodze do Polski, na statku. Nie wrócili już. Pobudowali się tu, na Furmanowej, ale dużo pieniędzy stracili. To nie były dobre czasy. Wartość pieniądza strasznie wtedy spadała. Dam tylko taki przykład: ojciec pożyczył jednemu rzeźnikowi z Zakopanego pieniądze, za które tamten kupił parcelę i pobudował dom. Oddał ojcu te pieniądze, ale starczyły już tylko na zakup sieczkarni. Takie to były czasy - opowiada pan Bolesław. Pozostał tylko przydomek….


Murzasichle aktualności | aktualności, archiwum

tygodnik

Murzasichle miasteczko
Murzasichle OnLine Odbierz pocztę Zakopiańskie Forum Dyskusyjne Zakopane OnLine

Murzasichle | historia | kultura i sztuka | galeria | komunikacja | wyciągi narciarskie | handel i usługi | gastronomia | mapka | aktualności | kontakt
Murzasichle noclegi: Pensjonaty | Ośrodki wypoczynkowe / Domy wczasowe | Pokoje Gościnne | Apartamenty | Willa | Wynajem domków
© Murzasichle 2008   

Valid HTML 4.01! Informacje RSS z Murzasichla