| |
[28-12-2004 ] Krótka historia białego szaleństwa
Dwie jasienowe deski i bambusowy kij. Kierpce, rzemień. Nic więcej nie potrzebujesz, żeby się oddać białemu szaleństwu. Pierwszą parę nart do Zakopanego, a był to 1894 rok, przywiózł Stanisław Barabasz. Były wykonane z dwóch gatunków drewna: bukowego i jesionowego. W Wielki Piątek tegoż roku w towarzystwie krakowskiego kupca Jana Fischera odbył pierwszą w historii narciarską wycieczkę w Tatry. Trasa wiodła przez Kuźnice i Halę Gąsienicową do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Początkowo Barabasz miał niewielu naśladowców, którzy dostrzegali uroki jazdy na blisko trzymetrowych deskach i przy pomocy przeszło dwumetrowego kija bambusowego. „Przybywszy w 1901 roku na stałe do Zakopanego, zacząłem energicznie propagować ten sport. (...) Wyszukwaszy w jakimś cenniku rysunek nart typu telemark, zrobiliśmy według niego kilkanaście par nart dla nauczycieli i uczniów, którzy zaczęli odtąd ten sport uprawiać” - pisał w artykule „Początki mojego narciarstwa” Stanisław Barabasz. A jest tu mowa o nauczycielach i uczniach Szkoły Przemysłu Drzewnego. Dopiero z czasem narciarstwo zaczęło się rozwijać. Coraz więcej osób wyruszało na zimowe wędrówki po górach. Narty stały się niezbędne przy zimowych wycieczkach wysokogórskich. Powstawały kluby. W 1910 roku na Hali Goryczkowej rozegrano pierwsze zawody, w których udział wzięło 150 narciarzy. Melonik i kapelusz w kwiatach. Początkowo sprzęt narciarski produkowano własnymi sposobami, nie było też podręczników ze wskazówkami o technice zjazdów, zwłaszcza w stromym terenie. Pierwszym sprzętem narciarskim były narty w postaci wyprofilowanych desek, a do odpychania służył bambusowy kij. Buty do nart przymocowywano za pomocą skórzanych rzemieni. Z biegiem lat kształt i wymiary nart, jak również wiązania narciarskie ulegały modyfikacjom i zróżnicowaniu w zależności od przeznaczenia. Z czasem bambusowy kij zastąpiono dwoma kijkami. „Upięcie nart zmieniało się z czasem na lepsze, podpatrzywszy je w cennikach zagranicznych. A więc mieliśmy uprząż z obłąkami trzcinowymi na pięty, potem z gurtem od pasów transmisyjnych z napiętkami ze skóry, tak zwaną kaloszową. (...) Potem zaczęły się sypać wynalazki jak z rękawa(...)” - opisywał Stanisław Barabasz. Ubiór pierwszych narciarzy nie różnił się od tego, w jakim chodzili na co dzień, chociaż Mariusz Zaruski, który po przyjeździe do Zakopanego szybko stał się ekspertem zimowej turystyki radził: „odzież dla turysty, zwłaszcza przy dalszych wycieczkach stanowi kwestię pierwszorzędnej wagi. Jako zasadę należy przyjąć, ażeby odzież była wygodna, lekka i ciepła”. Stanisław Barabasz tak opisuje narciarską modę sprzed wieku: „Jak ubieraliśmy się? Zwyczajnie. Nosiło się kto co miał, nikt się specjalnie do nart nie ubierał. Żadne sporty zimowe nie były jeszcze rozwinięte, a zatem i moda dotycząca ubrania. A więc nosiło się kurtkę lub kożuszek, najchętniej serdak i peleryny. Na głowie czapka barania lub wełniana, a nawet i melonik się widziało. Na nogach buty a najchętniej kapce, bo przecież zima i śnieg. (...) Kobiety zaś jeździły w stroju miejskim, tylko na nogach miały kapce, za to kapelusze były ubrane wstążkami, piórami i kwiatami”. Goniec, Dogoń i kiełbaski.Ze względu na szybki rozwój narciarstwa, wzrosło zapotrzebowanie na „deski”. Pierwszą osobą, która rozpoczęła ich produkcję był Stanisław Zdyb. Wykonywał kilkaset kompletów rocznie. Później działalność rozpoczęły cztery wytwórnie nart: braci Aleksandra i Kazimierza Schiele, Józefa Fadena, Stanisława Zubka i Franciszka Bujaka. Własny warsztat otworzył też Izydor Gąsienica Łuszczek. Niektórzy skończyli Szkołę Przemysłu Drzewnego w Zakopanem, którą kierował Stanisław Barabasz. Oprócz normalnych zajęć uczył młodych chłopców budowania nart, zachęcał do uprawiania zimowego sportu i uczestnictwa w zawodach. Niemal wszyscy, zanim otworzyli swoje firmy, byli zawodnikami. Narty zakopiańskich wytwórców były cenione i poszukiwane w całej Polsce. Z cennika fabryki nart i sanek Franciszka Bujaka z lat 1936-39: Narty turystyczne zwykłe jesionowe I kl. dł. 180 cm - 22 zł; 215 cm - 28 zł Narty turystyczne szersze z hickory dł. 185 cm - 48,50 zł; dł. 210 cm - 50 zł
Narty biegówki z hickory dł. 220 cm - 50 zł Narty do skoków z hickory dł. 245 cm - 60 zł Narty dla dzieci jesionowe II kl. dł. 130 cm - 9 zł Kanty do nart stalowe - 5,20 zł; z duraluminium - 9,50 zł Sprężyny do nart szwajcarskie - 15 zł; krajowe - 6 zł Wiązania do nart turystyczne Thorleif Haug z paskami - 25 zł Wiązania do nart model "Bujak" z rzemieniami męskie - 12 zł; damskie - 12 zł Kije do nart bambusowe czarne - 7,50 zł; białe - 6,50 zł, opalane - 7 zł, dla dzieci - 3,80 zł Kije do nart leszczynowe - 4,80 zł lub 5,50 zł Buty narciarskie damskie - 35 zł, męskie - 38 zł Tłuszcze do butów: olej marsowy - 1,80 zł; wazelina - 1,20 zł Sznurowadła do butów skórkowe - 1,50 zł; niciane - 0,50 zł Smary do nart - 1 zł Smary norweskie - od 1,80 zł do 3 zł Sanki od 15 zł do 28 zł Franciszek Bujak produkował narty turystyczne, a później z przeznaczeniem dla leśników. Wykonywał też „deski” typowo zawodnicze. Swoją wytwórnię nart i sanek prowadził do 1950 roku, dopóki nie została upaństwowiona. W 1954 roku ponownie otworzył własną pracownię, gdzie wyrabiał narty dziecinne, młodzieżowe i dla dorosłych oraz krótkie turystyczne popularnie zwane łyże. „U Bujaka” można było kupić „deski” z jesionu, a nawet z hikory i narty z metalowymi krawędziami. Druga znana firma zakopiańska należała do Stanisława Zubka. Jego „deski” zaliczano do jednych z najlepszych nart. Hikorę do ich wyrobu sprowadzał aż z Hamburga, a do biegówek brzozę fińską z Finlandii. Stanisław Zubek stale coś ulepszał. W latach 20. zaczął robić klejonki. Lubił rozdawać narty zawodnikom, dzieciom, młodzieży, a w czasie okupacji partyzantom. Podczas wojny pracownia była zamknięta. Stanisław Zubek dodatkowo zajmował się też wyrobem smarów według własnej receptury. Były one bardzo popularne i - co ważne - niedrogie. Slalom, Bajeczny, Kurier, Goniec, Dogoń - to tylko niektóre nazwy smarowideł, które gotował w kadzi i wlewał do butelek. Opracował też i opatentował nowy typ wiązań, pasujący do każdych butów. Produkował kije narciarskie. Warsztat Zubka słynął też z kiełbasek. Jesienią żona pana Stanisława jechała do Nowego Targu i kupowała dwa świniaki, z przeznaczeniem na wędlinę. Kiełbaski wisiały w narciarskim magazynie na drążku i suszyły się. A jeśli ktoś zawitał do firmy, częstował się nimi, łamiąc po kawałku. W latach 50. w Zakopanem powstała kolejna prywatna wytwórnia nart Izydora Gąsienicy Łuszczka, który wspólnie z Brachem kupili fabrykę Schielego. Została ona upaństwowiona, a pan Izydor został kierownikiem technicznym. Potem już w domu robił narty, klejone plastiki. Kupował je Klub „Wisła” dla swoich zawodników. Zaopatrywali się też przyjezdni goście. Nie była to jednak duża produkcja. Dzisiaj można przebierać w nartach. W nowych technologiach prześcigają się najlepsze firmy światowe. Na stokach obija się narciarz o narciarza. A wiek temu, chociaż miłośników białego szaleństwa było niewielu, to i tak Stanisław Barabasz narzekał na zbyt wielki tłok: „Dzisiaj nie znajdziesz kawałka śniegu, któryby nie był poryty nartami w różnych kierunkach w chaotyczny sposób. Nie można przewidzieć skąd się jaki narciarz wysunie i najedzie na ciebie, łamiąc ci nogę, narty lub kij. (...) Dawniej cieszyłem się, gdy narciarzy przybywało. Dzisiaj klnę (nie głośno, w duchu), bo zrobił się jarmark w górach, które zawsze takie ciche były w swym majestacie. Niewielu nas wtedy było, ale związanych miłością gór i swobody”.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|