| |
[07-01-2005 ] Zakopane - zimowa stolica Ukrainy
Na Krupówkach częściej można słyszeć język ukraiński czy rosyjski niż polski. Turyści ze Wschodu kolejny już raz początkiem stycznia opanowują Zakopane. Pobyt pod Tatrami jest dla nich atrakcyjny cenowo, a górale cieszą się z dodatkowo zarobionych dutków. Przyjeżdżają najczęściej z Ukrainy. Głosowali i na Janukowycza, i na Juszczenkę. Dla górali jednak podziały polityczne nie mają tu znaczenia. Liczy się to, że dzięki tysiącom turystów zza wschodniej granicy sylwestrowy najazd na Zakopane wydłuża się o przeszło tydzień. Spędzają tu święta, które w obrządku wschodnim obchodzone SA dwa tygodnie później.
Dlaczego akurat stolica Tatr stała się zimową stolicą Ukrainy? Najlepiej na to pytanie goście odpowiadają sami. Taniej tu niż w Alpach, Polacy mili, a i dogadać się dosyć łatwo. U nas, w Kijowie, w pracy wszyscy sobie od paru lat powtarzają, że jak się spotka zimą znajomego w Zakopanem, to dopiero jest szpan. Święta spędzimy w naszym hotelu. W Wigilię nie może oczywiście zabraknąć barszczu - mówi nam na Krupówkach Wołodia. Do Zakopanego przyjechał z żoną i kilkuletnią Nataszą, która wyraźnie zadowolona z padającego śniegu i kolorowych światełek z zapamiętaniem odśpiewuje na Krupówkach „Kalinkę”. Większość gości ze Wschodu wyróżnia się markowym ubiorem. Niektórzy najpierw przyglądają się naszym serkom, ale jak już spróbują, to biorą te największe. Zawsze usłyszą ode mnie „spasiba” - mówi góralka sprzedająca na Krupówkach oscypki. Zakopiańczycy otrząsnęli się z zaskoczenia po pierwszym „najeździe” gości ze Wschodu kilka lat temu. Teraz nietrudno już odnaleźć jadłospisy, cenniki czy plakaty reklamujące karczmy po ukraińsku i rosyjsku. Zresztą sami goście zza wschodniej granicy znajomością języków obcych nie grzeszą. Do Zakopanego przybywają turyści z zasobnymi portfelami, ale również dosyć wymagający. W ciągu dnia jeżdżą na nartach, później zapełniają restauracje, gdzie częściej słychać rozmowy po rosyjsku niż polsku. Na pobyt wybierają centrum miasta, już w Kościelisku jest ich o wiele mniej. Przychodzą do nas tylko do restauracji. Wybierają głównie dania z karty, bez jakiś fajerwerków - zauważa Sylwester Lis, szef kuchni w jednym z tamtejszych pensjonatów. Jak oceniają hotelarze, przybyszów ze Wschodu jest w tym roku jeszcze więcej niż w latach ubiegłych. - Do naszego hotelu przyjechało około 300 gości ze Wschodu, głównie z Ukrainy. Są też Białorusini - opowiada Zofia Szczepaniak, dyrektor hotelu „Belvedere” Najważniejsze dla Zakopanego jest to, że wielu z nich wraca pod Tatry już któryś raz z rzędu, zabierają ze sobą rodziny, znajomych. Wiadomo, że jest tu taniej niż choćby w Szwajcarii, a poza tym bliżej. Mogą przyjechać samochodem. Organizujemy oczywiście dla nich uroczystą Wigilię i świąteczne obiady. Goście mogą składać specjalne zamówienia. W zeszłym roku największą popularnością cieszyły się nadziewane gęsi. Na przyjeździe Ukraińców zarabiają też zakopiańczycy władający ich językiem, a w Zakopanem można ich policzyć na palcach jednej ręki. Tłumaczyłam jadłospisy czy foldery reklamowe - zawsze można na tym dorobić parę złotych - twierdzi Bożena Gąsienica, ukrainistka z wykształcenia. Nie dość, że Ukraińcy zostawiają pod Giewontem sporo dutków, to jeszcze zachowują się spokojnie. Jak oceniają policjanci, nie sprawiają praktycznie żadnych kłopotów. To oni raczej padają ofiarą przestępstw, choćby kradzieży drogich nart.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|