| |
[31-10-2003 ] Zostawcie mnie w górach.
Po śmierci każą się spalić, a prochy rozsypać w górach. Wdowa niesie urnę z blachy do Matki Boskiej Jaworzyńskiej. Dominikanie odprawią mszę żałobną w kaplicy. Nie będzie dołu z betonu ani marmurowego wieka. Kobieta zabiera pudełko. Idzie do tej dzikiej doliny, co prosił mąż, i z dala od szlaku puszkę zostawi. Dzieci też przyniosą prochy mamy. Najpierw do kaplicy, potem do doliny. Chodzili po Tatrach zawsze razem. Z odległego kontynentu lecieli dzień i noc, choć tuż za wąskim morzem są na wyspie góry piękne i wysokie. Ojciec Leonard, dominikanin z kaplicy w lesie, znał ich dobrze: - Kochali te góry i kochali tu wracać. Ona umarła. Wcześniej mąż złożył obietnicę. Zwłoki spalono. Zabrał garść popiołów i wyjechał do Polski. Szedł Złotą Doliną. Dla wszystkich samotny turysta, starszy pan z plecakiem. Na Wiktorówkach był pogrzeb. Dominikanin wiedział, że on pójdzie dalej w góry: - Ruszył potem swoją drogą sam. - Prochy wziął. Wraca w Tatry co roku. We Wszystkich Świętych jest msza w kaplicy w intencji zmarłej. I zawsze potem on idzie dalej - do żony. Kościół usilnie zaleca zachowanie pobożnego zwyczaju grzebania ciał zmarłych. Nie zabrania jednak kremacji, jeśli nie została wybrana z pobudek przeciwnych nauce chrześcijańskiej. Kodeks Prawa Kanonicznego. Pogrzeb kościelny. "18.02.1997 - Petit Dru, Chamonix" "29.06.1997 - Zadni Kościelec", "18.08.1999 - Matterhorn", "16.06.2001 - Lodowy Szczyt". Na kamiennym murze przy kaplicy Matki Boskiej Jaworzyńskiej jest kilkanaście tablic z brązu. Na tablicach są nazwiska tych, którzy w górach zginęli albo góry kochali. Jest tu załoga śmigłowca, który spadł. Będzie dwóch ratowników, którzy zginęli po lawiną i ośmiu młodych ludzi, których też przygniotły zwały śniegu. Symboliczny cmentarz, ale dla niektórych jedyny, bo ich popioły porwał wiatr. - Trzeba ich życzenie spełniać. Ostateczny koniec jest jednakowy - każdy człowiek rozpada się na proch - mówi ojciec Leonard. Groby na cmentarzach są nieraz bardziej zaniedbane. Ludzie zapominają. O tych, których pochowali w górach - pamiętają. Zdarza się, że każą się położyć przy nich. To było dziesięć lat temu. Stare małżeństwo, więcej niż pół życia przeżyli razem. Przed śmiercią kazał się spalić, a popioły zostawić w górach. Żona wypełnia obietnicę. Niesie blaszaną urnę do Matki Boskiej w górach. On lubił dzikie miejsca, doliny bez szlaków. Po pogrzebie ona zabiera tam puszkę, zakopuje głęboko w ziemi. Modli się. Przychodzi zawsze pierwszego listopada. Umiera dziesięć lat po mężu. Dzieci dotrzymują obietnicy. Urnę z blachy niosą do kaplicy, potem do doliny, do taty. Tablice ku pamięci obojga są przy kaplicy. Parafie oraz instytuty zakonne mogą mieć własny cmentarz. Również inne osoby prawne albo rodziny mogą posiadać szczególny cmentarz lub grobowiec, który według uznania miejscowego ordynariusza należy pobłogosławić. Kodeks Prawa Kanonicznego. Cmentarze. Dziennik 13. Drużyny Harcerskiej ze Skarżyska, lato 2002: "W drodze powrotnej nasz przewodnik zatrzymał kobietę i mężczyznę, którzy szli pod szczyt. Po krótkiej rozmowie, ku naszemu zdziwieniu, puścił ich dalej. Zapytany wytłumaczył nam, że byli to rodzice młodego chłopaka, który zginął, gdy odpadł od ściany Gerlacha. Dzisiaj, po kilku latach od tragedii, przyjechali rozsypać prochy pod upragnioną przez niego górą." Ludzie mówią niechętnie o prochach w górach. To historie intymne, którymi nikt nie myśli się dzielić. Ciała spopielonych mają pozostać bezimienne, miejsca gdzie spoczęli - nieznane.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|