| |
[07-11-2003 ] Kontrola kontra kontrola.
- Nie będę komentować wyników kontroli NIK w szpitalu, zanim sama nie przeprowadzę kontroli na oddziale ratunkowym - mówi Regina Tokarz, dyrektor zakopiańskiego szpitala. - Kontrola miała wykazać, że pieniądze wydano niezgodnie z programem i że szpitalnych oddziałów ratunkowych (SOR) nie ma. I wykazała - twierdzi dr Józef Janczy, były ordynator SOR. NIK skontrolował wdrażanie systemu ratownictwa medycznego w zakopiańskim szpitalu pod koniec 2002 roku jako jednej z 46 jednostek w ramach ogólnopolskiej kontroli. Wizyta NIK wykazała, że na uruchomienie w Zakopanem SOR wydano w latach 1999-2000 2 mln 212 tys. złotych, w tym 290 tys. niezgodnie ze zobowiązaniami, to znaczy zakupy były niepotrzebne i niezwiązane z tworzeniem oddziału. NIK wytknął m.in. zakup sprzętu medycznego, który trafił na inne oddziały szpitala, kupno samochodu sanitarnego zamiast dostawczego, dodatkowe wyposażenie ambulansu ogólnego oraz kupno i przekazanie sprzętu dla TOPR i Ośrodka Szkoleniowego bez umowy. Ponadto wytknięto opóźnienia w tworzeniu oddziału, nieprawidłowe przetargi, wreszcie niespełnienie warunków formalnych do zaistnienia oddziału. W sumie jednak źle wydane zdaniem NIK pieniądze stanowią około 17% całej sumy przekazanej na tworzenie w Zakopanem oddziału ratunkowego. - Kontrola miała wykazać, że pieniądze wydano niezgodnie z programem, i że szpitalnych oddziałów ratunkowych (SOR) nie ma. I wykazała - twierdzi był ordynator SOR, doktor Józef Janczy. Zdaniem Janczego, wszystkie pieniądze z wyjątkiem 632 złotych i 43 groszy wydane zostały zgodnie z potrzebami oddziału, które określone zostały w opracowanym przez rząd programie "Zintegrowane Ratownictwo Medyczne na lata 1999-2003". - Szpital musiał kupić karetki, by zerwać niekorzystną z RKTS (dawne pogotowie - przyp. red.) umowę. Wyposażenie stołów operacyjnych i specjalistyczny sprzęt medyczny został wypożyczony na inne oddziały, bo dlaczego miał się marnować, skoro oficjalnie oddział ratunkowy nie mógł podpisać kontraktu z kasą chorych. Ale to wszystko było niezbędne dla SOR wyposażenie - punktuje protokół NIK dr Janczy. - Nie chciałem tylko, żeby stało pod kocem. Każdy ze sprzętów był wypożyczony za moją zgodą i wracał, jak był potrzebny. Niepodpisany kontrakt obala jeszcze jeden zarzut NIK - brak książki oddziałowej. - To głupota - twierdzi były ordynator. - Jak mogła być książka rejestrująca pacjentów, gdy nie można ich było przyjmować?! Podobnie wyglądają rozliczenia z TOPR-em, który w ramach programu stanowił równorzędny element zintegrowanego ratownictwa i na tej podstawie zawierał wszelkie umowy z zakopiańskim szpitalem. TOPR prowadził w tym czasie ratownicze szkolenia medyczne, także dla lekarzy, a ponadto oddał do dyspozycji oddziału swój śmigłowiec, który w zamian otrzymał wyposażenie karetki reanimacyjnej. Sprawa oddziału ratunkowego wypłynęła na światło dzienne po ubiegłotygodniowym artykule w Dzienniku Polskim "NIK krytykuje szpital w Zakopanem". Nie podano w nim jednak, że NIK przeprowadził kontrolę pod koniec 2002 roku, a jej wyniki znane były już od stycznia. Od tej pory wiele się zmieniło. Między innymi oddział ma już podpisany - jako jeden z nielicznych w Polsce - kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia, gwarantujący mu pracę do końca tego roku. Wiele zmieniło się też na samym oddziale i niewłaściwe warunki, które panowały pod koniec 2002 roku, znacznie się poprawiły. W Polsce utworzono 330 oddziałów ratunkowych. Rząd wydał na to do 2002 roku 373,5 mln złotych. NIK skontrolował zaledwie 46 z nich, w tym Zakopane i z jego raportu wynika, że w sumie niegospodarnie wydano 112,6 mln złotych - w Zakopanem owe dyskusyjne 2 mln 212 tys. Winą za to obarczono jednak Ministerstwo Zdrowia, które - jak czytamy w raporcie "nie przygotowało tego systemu od strony formalnoprawnej, uniemożliwiając organizację i zarządzanie systemem". Pozostaje tylko postawić pytanie - komu zależało na opublikowaniu właśnie teraz mającego prawie rok raportu NIK.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|