| |
[14-11-2003 ] Przetargi dla syna.
Syn przewodniczącego Rady Gminy w Kościelisku Władysława Długosza wygrał kilka dni temu kolejny przetarg na budowę drogi. Tym razem kosztorys prac opiewa na sumę 200 tys. zł. Przewodniczący nie ma skrupułów, nie widzi związku pomiędzy wynikiem przetargu a pełnioną przez siebie funkcją. Do przetargu na modernizację Drogi do Filipków w Dzianiszu w gminie Kościelisko stanęły trzy firmy. 10 października ogłoszono werdykt. Wygrało Przedsiębiorstwo Wielobranżowe Krzysztofa Długosza z Dzianisza, firma należąca do syna przewodniczącego rady gminy. - To nie pierwszy raz, kiedy wygrywa syn pana przewodniczącego. Nikt nie wnosi protestów, bo wszyscy się boją - komentuje jeden z urzędników, prosząc o anonimowość. Dobry tato Nikt w gminie nie ma wątpliwości, że syn przewodniczącego jest na lepszych pozycjach startowych, niż ktokolwiek inny. Dowodem na to jest osobiste zaangażowanie przewodniczącego rady w decyzje dotyczące jego firmy. Zdaniem niektórych urzędników, Długosz osobiście nadzoruje sprawy związane z funkcjonowaniem przedsiębiorstwa. Tak było też 10 października, gdy rozstrzygano przetarg. Na sali zamiast syna pojawił się przewodniczący Władysław Długosz. - Słyszałem, że pani Posadzka, przewodnicząca komisji przetargowej, nie była z tego powodu zadowolona, ale co miała zrobić - mówi jeden z obecnych wówczas na sali, także prosząc o anonimowość. Niestety, nie udało nam się skontaktować z Janiną Posadzką. Jej telefon nie odpowiadał. W urzędzie w Kościelisku poinformowano nas, że już tam nie pracuje. Radny poradzi Władysław Długosz jest radnym od wielu lat. Zaczynał w 1982 roku. W 1990 r. został radnym gminy tatrzańskiej. Od zawsze wzbudzał wiele emocji. Należy do ludzi, którzy nie przebierają w słowach. Niektórzy mają mu to za złe, inni mówią, że to pozytywna cecha. W poprzedniej kadencji Długosz był szczególnie aktywny - Był ostry. Wszędzie szukał nieprawidłowości - chwali jego zasługi jeden z radnych. Przyznaje jednak, że nie potrafił oddzielić spraw publicznych od prywatnych. Sam Długosz głośno mówi o 100 tys. zł, jakie stracił na akcji przeciwpowodziowej. Faktycznie straciła firma jego syna, która stanęła do przetargu do robót popowodziowych, gdy on był szefem komisji rewizyjnej. Niedawno spór pomiędzy Długoszem a gminą zakończył się ugodą przed sądem. Pan jest zazdrosny? - Kto pana nasłał na mnie? - denerwuje się Władysław Długosz. Jego zdaniem nie ma nic złego w ubieganiu się o roboty gminne przez jego syna. Nie widzę żadnych przeszkód, żeby jego firma startowała do przetargu. Możemy wezwać NIK, żeby to sprawdziła. Długosz nie chce mówić o etyce ani dobrych obyczajach, ciągle tłumaczy, że firma jego syna zaproponowała wykonawstwo robót za ponad 50 tys. zł taniej. Także fakt, że Długosz junior nie ma żadnych uprawnień budowlanych, nie przeszkadza przewodniczącemu rady. - Przecież syn zawsze może sobie wziąć osobę z uprawnieniami - argumentuje. Nie mogę zabronić Wójt gminy Bogdan Pitoń nie chce komentować wyników przetargu. Niechętnie też wypowiada się na temat uczestnictwa w przetargu syna przewodniczącego rady. - Na pewno nikt z mojej rodziny nie będzie nigdy stawał do przetargu, ani nie będzie zatrudniony w urzędzie gminy. To jest nieetyczne. Nie chcę się odnosić do etyki drugiej osoby. Nie mogę nic przewodniczącemu narzucać, zwłaszcza gdy tego prawo nie zabrania. Wójt nie ma jednak wątpliwości, że nie jest to dobry obyczaj i prawo powinno wreszcie uregulować tę sprawę. - Jeśli chcę bawić się w politykę, ja i moja rodzina musimy wiedzieć, jakie są tego konsekwencje - dodaje. Zaraz jednak stara się bronić Długosza. Wymienia jego zasługi. Opowiada o tym, że jest to jeden z nielicznych działaczy samorządowych, na których w sytuacjach kryzysowych zawsze można liczyć. - Ludzie na niego psioczą, a jak przychodzi do wyborów, to dostaje najwięcej głosów. To przecież o czymś świadczy. - Jest to kolejny taki przypadek, jeden z wielu w Polsce przypadków konfliktu interesów - mówi Julia Pitera z Transparency International, organizacji pozarządowej zajmującej się przeciwdziałaniem i zwalczaniem korupcji. - Prawo nie zakazuje tego typu zachowań, jednak człowiek decydujący się na pełnienie funkcji publicznych musi się liczyć z tym, że ze względów etycznych powinien zrezygnować z rozmaitych praw przysługujących wszystkim innym obywatelom. Jednym z takich nieetycznych zachowań jest, kiedy firmy związane z rodziną osoby funkcjonariusza wygrywają przetarg rozstrzygany przez urząd, którego zwierzchnikiem jest ten urzędnik. To sytuacja bardzo niedobra, to jest takie psucie państwa.
Murzasichle aktualności
| aktualności, archiwum

|